9.11.21

Śpij dobrze, czyli rzecz o nowym materacu

Śpij dobrze, czyli rzecz o nowym materacu

Dobry i zdrowy sen to często podstawa udanego dnia, bo jak można mieć dobry humor od rana, kiedy budząc się czujemy ból każdego mięśnia? O higienie snu oraz moich ulubionych wieczornych rytuałach pojawi się tutaj osobny wpis, a dziś skupię się na przedstawieniu Wam produktów marki Napsie, które ostatnio testuję.


Marka Napsie posiada 15-letnie doświadczenie w produkcji materacy. Wychodząc na przeciw swoim Klientom oferuje aż 101 nocy na próbę, podczas których można przetestować produkt i zdecydować czy materac zostaje z Wami. Każdy materac jest objęty 10-letnią gwarancją (pokrycie ma 2-letnią gwarancję). Napsie jest również w 100% polskim produktem. Przy zakupie materaca dostawa jest darmowa. 

Materac Napsie cechuje optymalna twardość i nie zapada się nawet podczas zmieniania pozycji snu. Bez względu na masę ciała gwarantuje odpowiednie podparcie i posiada 3 strefy komfortu: w okolicy ramion, bioder oraz kolan. Materac ten składa się z innowacyjnego rdzenia, wykonany z pianki oddychającej, wyposażonej w dodatkowe kanały powietrzne pozwalające odprowadzić nadmiar ciepła, dzięki czemu mniej się pocimy podczas snu. Górna część rdzenia materaca ma falisty kształt, przez co powietrze lewej cyrkuluje, a ciało otrzymuje delikatny masaż. Wierzch materaca jest wykonany z tkaniny hipoalergicznej, pokrowiec jest odpinany i można go wyprać w pralce. Materiały oczywiście są certyfikowane i całkowicie bezpieczne. 



Kołdra Napsie to produkt stworzony z bambusowych włókien wiskozowych, zapewniających dobrą wentylację i nadających jej niesamowitej miękkości oraz puszystości. Olbrzymią zaletą jest możliwość prania aż w 60 stopniach, dzięki czemu pozbywamy się roztoczy, a także ewentualnych plam czy zapachów. Puszystość kołdry pozostaje wciąż taka sama mimo prania w pralce.

Poduszka Napsie jest stworzona z naturalnych włókien drewna eukaliptusowego, nadających jej miękkość, odpowiedni poziom oddychalności, a także odpowiednią higienę, gdyż można ją uprać w pralce w temp. 60 stopni. W ofercie marki znajdziecie również bawełnianą pościel.



Jakie są moje odczucia po testach materaca, kołdry i poduszki od Napsie?

Przede wszystkim muszę przyznać, że to najtwardszy materac jaki testowałam, a wiecie, że trochę ich przerobiłam i zdecydowanie za każdym razem wybieram większą twardość po moich okropnych doświadczeniach z materacami z miękkiej pianki, w które zapadałam się i wstawałam obolała, dowiadując się o istnieniu mięśni, o których wcześniej nie miałam pojęcia! Zdecydowanie odpowiednie podparcie to czynnik, na który należy zwracać uwagę i dopasować go do swoich indywidualnych potrzeb. Dlatego moim zdaniem świetna jest opcja aż 101 dni testu materaca i możliwość jego ewentualnego zwrotu. W sklepie, czy przez internet ciężko stwierdzić czy dany materac nam się sprawdzi, a tutaj bez obaw można go zamówić i dokładnie przetestować. Wielki ukłon w stronę marki za taką możliwość.

Materac Napsie nie przenosi drgań i jest bardzo stabilny podczas zmieniania pozycji snu, gwarantuje takie samo podparcie dla osób o niższej i wyższej wadze. Dzięki temu nie odczuwam drgań kiedy śpiąca obok osoba przekręca się na drugi bok lub wstaje z łóżka. Ważne aspekty to dobra wentylacja oraz higiena utrzymania materaca. Tutaj mogę śmiało odpiąć pokrowiec i wyprać go w pralce, aby zawsze był czysty i świeży. 

Kołdra i poduszka zaskoczyły mnie lekkością i miękkością! Są niesamowicie puszyste, delikatne w dotyku i wykonane z hipoalergicznych włókien. Dodatkowo ekstra rozwiązaniem jest możliwość regulacji grubości poduszki! Po prostu możemy ją odpiąć i zmniejszyć jej grubość, wyciągając tyle wsadu ile potrzebujemy. Kołdra nadaje się na lato i zimę, reguluje poziom wilgoci, przez co mniej się pocimy i nie jest za gorąco. 

Z mojej strony mogę polecić produkty Napsie, tym bardziej, że sami możecie zdecydować czy materac odpowiada Waszym indywidualnym potrzebom. Zdrowy sen i komfort nocnego odpoczynku są niezwykle ważne dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia, warto więc postawić na produkty najwyższej jakości.

*Artykuł powstał we współpracy z marką Napsie

29.10.21

Motywacja, spokój, optymizm. Moje ulubione książki rozwojowe.

Motywacja, spokój, optymizm. Moje ulubione książki rozwojowe.

Książki motywacyjne, rozwojowe, poradniki nigdy nie należały do moich ulubionych. Raczej unikałam ich jak ognia, twierdząc, że to totalne bzdury. Taki bullshit i stek bredni dla desperatów.. Trudno jednak być ekspertem i budować swoją opinię na niewiedzy, dlatego z grymasem na twarzy i uprzedzeniem godnym panny Izabeli do Wokulskiego (cóż za literackie porównanie!) zaczęłam czytać pierwszy z poradników...

Dziś wszem i wobec odwołuję moje wcześniejsze słowa i opinie, niezwykle krzywdzące, płytkie i pogardliwe. Trafiłam na całą masę godnych polecenia książek, które potrafią zmusić do przemyśleń, motywują, uspokajają, uczą i zachęcają do zmian w życiu. Tym razem skupię się na trzech z nich, które stanowią taką moją bazę, do których wracam i które Wam bardzo polecam.


1. DALE CARNAGIE "JAK PRZESTAĆ SIĘ MARTWIĆ I ZACZĄĆ ŻYĆ"

Fantastyczna pozycja dla osób, które tak jak ja wiecznie się zamartwiają, analizują, kombinują i przetwarzają miliony opcji w swojej głowie. Ile razy martwiłam się na zapas! Ile nocy nie przespałam z powodu problemów, które często były totalną błahostką..

Ta książka to rzetelne, poparte przykładami informacje o tym dlaczego nie warto się zamartwiać i jak wrzucić na luz. Jest w niej bardzo wiele wskazówek i podpowiedzi. Po prostu rozjaśnia umysł i niesamowicie pozytywnie wpływa na myślenie. Czyta się ją przyjemnie, jest napisana prostym i zrozumiałym językiem. Uważam, że każdy powinien ją przeczytać.



2. DOMINIKA DWORAK "WRACAJĄC DO SIEBIE"

To mocno refleksyjna książka, pełna cudownych, wspierających zdań, pozwalająca spojrzeć w głąb siebie i zrozumieć istotę swojego myślenia i działania. Motywuje do przemyśleń i dodaje niesamowitej otuchy. Książka składa się z 16 lekcji, dzięki którym doznajemy przebudzenia. Dokładnie tak mogę określić ten stan. Nierzadko są tutaj poruszane trudne i bolesne tematy, które po kolei przepracowujemy i "wracamy do siebie". Dzięki tej właśnie książce zrozumiałam, że szczęście jest tu i teraz, w nas. Wielokrotnie mi piszecie, że kojarzę się Wam ze spokojem, a ja dodam, że ten wewnętrzny spokój znalazłam właśnie dzięki tej książce. Serdecznie Wam polecam.



3. AGNIESZKA MACIĄG "SŁOWA MOCY"

To niesamowicie pozytywna, wręcz otulająca pozycja. Wniosła w moje życie uważność, wdzięczność oraz optymizm. To jedna z tych najważniejszych dla mnie książek, która musiała się znaleźć w tym zestawieniu. Pozwoliła mi skupić się na wielu aspektach życia i znaleźć w każdym z nich jakiś drogowskaz dla siebie. Bardzo przystępnie i ciekawie napisana. Cudowna, mądra, dająca wytchnienie i nadzieję. Pozycja, do której już zawsze będę wracać.



To takie moje top 3 wśród książek motywacyjnych. Każda z nich jest warta uwagi i z każdej wyniosłam dla siebie wiele dobrego. Niejedna osoba stwierdzi, że zawierają "oczywiste oczywistości", ale tych właśnie najmocniej potrzebowałam. Serdecznie je Wam polecam.


21.10.21

Ikea hack, czyli rzecz o przeróbkach słynnej szafki Ivar

Ikea hack, czyli rzecz o przeróbkach słynnej szafki Ivar

Ostatnio uświadomiliście mi na Instagramie, że do tej pory nie pojawił się wpis na temat metamorfozy słynnej, ikeowskiej szafki Ivar. To bardzo wdzięczny mebel, który można dowolnie przerabiać na bardzo różne sposoby. W internecie można znaleźć wiele inspiracji i efektów tych metamorfoz, a ja tutaj szerzej opiszę moje działania w tej materii. Niestety nie mam dokumentacji zdjęciowej z procesu tworzenia, ale podzielę się efektem końcowym.


Oryginalnie szafka Ivar jest wykonana z surowego drewna sosnowego, a jej parametry techniczne możecie zobaczyć TUTAJ. Jakiś czas temu kupiliśmy dwie takie szafki do naszego domowego biura. To było rozwiązanie tymczasowe i choć fajnie się wpasowały i okazały całkiem praktyczne to jednak zdecydowaliśmy się na ich przeróbkę. W ten sposób jedna z szafek została przecięta na pół, a jedna z tych połówek wylądowała w łazience.

Postanowiłam ją przerobić stosując plecionkę wiedeńską- można ją nabyć w różnych sklepach internetowych. Front szafki również musiał zostać zmieniony i w tym wypadku z listewek sosnowych została zrobiona ramka na wymiar (tutaj trzeba było pamiętać o tym, aby zgadzały się wymiary i otwory na zawiasy). Plecionkę przed montażem należy zamoczyć na ok 20 min, wówczas staje się bardziej miękka i plastyczna. Następnie można ją bezproblemowo przytwierdzić do ramki np. zszywaczem tapicerskim. Do szafki zostały dodane stylizowane, drewniane nóżki oraz uchwyt w odcieniu starego złota. Surowe drewno zostało zabejcowane i zyskało kolor dębu, a następnie położyłam bezbarwny, matowy lakier. Celowo przed zrobieniem zdjęć nie opróżniłam zawartości szafki, aby dokładnie było widać, że plecionka nie zasłania w pełni tego, co jest w środku.




Pozostałe 1,5 (!) szafki Ivar skręciliśmy w całość i tym sposobem powstała całkiem spora komoda do sypialni. W tym przypadku do nadania charakteru meblowi użyłam drewnianych listewek ozdobnych, które zostały docięte na wymiar i przyklejone do każdego frontu, tworząc ozdobną ramkę. Kupiłam też okrągłe, drewniane nóżki oraz porcelanowe gałki w stylu retro. Całość została również zabejcowana i polakierowana. Na tle boazerii angielskiej mebel prezentuje się moim zdaniem niezwykle ciekawie.



Bardzo Was zachęcam do takich przeróbek, przynosi to sporą satysfakcję i pomimo tego, że są to meble ze znanej i popularnej sieciówki można je zmienić na swój własny, niepowtarzalny sposób oraz nadać im wyjątkowego stylu i charakteru. 

3.10.21

Otul się jesiennym smakiem, czyli przepis na jabłka pod kruszonką

Otul się jesiennym smakiem, czyli przepis na jabłka pod kruszonką

Kiedy nadchodzą dłuższe wieczory i odpala mi się kocykowi tryb, lubię zaczarować w kuchni otulającymi smakami... Jednym z nich jest smak pieczonego jabłka, cudowny aromat szarlotki z cynamonem... Jednak nie zawsze mam czas i ochotę na pieczenie ciasta, dlatego czasem idę na skróty. Właśnie odkryłam, że mam trochę zamrożonej kruszonki, która została mi po pieczeniu drożdżówek, więc to idealny moment na szybki i pyszny deser!


Owoce pod kruszoną to zawsze dobry pomysł na coś słodkiego. Tym razem użyłam jabłek, ale pyszne będą też gruszki, śliwki albo miks malin, truskawek, jeżyn i borówek. Przepis jest niezwykle prosty i banalny w przygotowaniu. Można go też dowolnie modyfikować- tak jak lubicie.



Składniki na kruszonkę: 

- 50 g cukru,

- 50 g masła,

- 100 g mąki pszennej

Podana ilość wystarczy na posypanie deseru zapiekanego w standardowej formie do tarty, a jeśli Wam zostanie to zamroźcie na gorsze czasy, jak ja :)

Pozostałe składniki:

- 6-8 sporych jabłek w przypadku dużej formy na tartę, zaś jeśli użyjecie niewielkich kokilek do zapiekania to 4 małe jabłka wystarczą na dwie foremki,

- 2 łyżeczki cynamonu, albo więcej! (nie jest to obowiązkowe, ale pięknie wzbogaca smak),

- 2 łyżki cukru trzcinowego,

- kilka kropel aromatu waniliowego lub pasty waniliowej,

- łyżka masła.

Przygotowanie:

Jabłka umyć, obrać ze skórki i pokroić na mniejsze kawałki (mogą być tzw. ósemki). Na patelni rozpuścić masło, wrzucić jabłka, posypać cukrem, cynamonem i karmelizować przez kilka minut. Czas będzie różny w zależności od odmiany jabłek oraz ich wielkości. Owoce mają się pięknie skarmelizować, ale nie należy dopuścić do tego aby się rozpadły i powstała papka. Po tym procesie zdjąć patelnię z kuchenki i dodać odrobinę pasty waniliowej (lub aromatu)- nie jest to konieczne, ale polecam.

Kruszonkę przygotowuje się bardzo łatwo. Wystarczy rozcierać palcami masło, cukier i mąkę, ale można to zrobić również za pomocą robota kuchennego.

Owoce umieścić w formie do zapiekania (nie smaruję jej wcześniej tłuszczem, ani nie wykładam papierem). Następnie całość posypać kruszonką i włożyć do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni (góra-dół). Piec ok. 25-30 min, tylko do czasu aż kruszonka się odpowiednio zrumieni. 

Z konsumpcją poczekaj aż deser nieco ostygnie, choć trudno się powstrzymać- wiem z doświadczenia! W tym czasie zaparz sobie aromatyczną herbatę, albo zrób pyszną kawę, przygotuj ciekawą książkę, miękki koc. A potem delektuj się chwilą i otulającymi aromatami pieczonego jabłka z cynamonem...

Smacznego!





20.9.21

STAWIAM NA DOBRY SPRZĘT- DALMIERZ LASEROWY BOSCH ZAMO III

STAWIAM NA DOBRY SPRZĘT- DALMIERZ LASEROWY BOSCH ZAMO III


Dziś chciałabym Was zaprosić do przeczytania recenzji dalmierza laserowego Bosch Zamo III- tutaj odsyłam do strony z moją szczegółową opinią: https://www.payback.pl/ekstra/narzedzia/dalmierz-laserowy.
Sprzęt mnie zachwycił i pewnie tak samo zachwyci każdego majsterkowicza, fana wnętrzarskich zmian, remontów i DIY!
Nie tylko sam pomysł, projekt, a potem wykonanie składają się na poprawnie wykonaną pracę, ale przecież niezwykle istotnym elementem w tym całym procesie jest tez… pomiar! Ile razy zdarzyły mi się błędy, kiedy samodzielnie próbowałam zmierzyć zwłaszcza dużą powierzchnię… Ile razy miara się przesuwała, odchylała nie w tę stronę, albo zwyczajnie była za krótka i musiałam mierzyć odległość na kilka razy… Zawsze mnie to stresowało, bo przez nieprawidłowy pomiar w późniejszym etapie wszystko wychodziło nie tak jak trzeba. Ale teraz z tym koniec! Odkąd posiadam dalmierz Bosch Zamo III, który wykonuje bardzo dokładny i precyzyjny pomiar ze względu na użytą technologię laserową moje problemy z samodzielnym pomiarem odeszły w siną dal.
Dalmierz laserowy Bosch przydaje się też do obliczania powierzchni w m2, co mocno mi się przydało przy pomiarach ilości potrzebnej farby czy płytek. Jest bardzo prosty w obsłudze, niewielki i kompaktowy. 
Jeszcze raz zachęcam do zapoznania się z moją szerszą opinią, która znajduje się TUTAJ. Rekomenduję tylko porządne sprzęty dobrej jakości i w tym przypadku zdecydowanie mogę stwierdzić, że to niezawodne urządzenie, które przyda się w każdym domu. Z dalmierzem Bosch Zamo III pomiary stały się proste!





14.9.21

Kosmetyczne hity lata 2021

Kosmetyczne hity lata 2021

Lato kończy się nieubłaganie i przyznam, że ciągnie mnie już do moich ulubionych jesiennych umilaczy, ale zanim zajmę się tym tematem postanowiłam podsumować letnie miesiące, dlatego dziś zapraszam na post o moich kosmetycznych hitach lata 2021.




1. Rewitalizujący peeling-maska

KLIK

Mój nr 1 wśród złuszczających produktów na lato to rewitalizujący peeling-maska od Natura Siberica. Zawiera hydrolat z rokitnika, witaminę C, kwas glikolowy i kwas mlekowy. Moim zdaniem to świetne połączenie, które u mnie sprawdzało się rewelacyjnie- skóra po użyciu tego produktu była delikatnie złuszczona, ale nie przesuszona. Kosmetyk ten ma żelową formułę, można go przechowywać w lodówce i wówczas fantastycznie chłodził moją cerę po upalnym dniu. Zapach też bardzo przyjemny- lekko cytrusowy. Mam dość wrażliwą cerę, a w tym wypadku nic mnie nie podrażniło.


2. Krem BB

KLIK 

Kolejnym produktem odkrytym na początku sezonu letniego jest Self love BB Cream od Resibo. Już kilka lat temu przerzuciłam się na podkłady z lepszym składem. Do tej pory były to sypkie podkłady mineralne, ale odkąd postanowiłam wypróbować krem BB od Resibo przepadłam na dobre! Kosmetyk ten jest dostępny w 3 odcieniach (latem używałam najciemniejszego). Doskonale wtapiał się on w moją cerę i wyrównywał jej koloryt. Raczej nie ma tutaj mowy o dużym kryciu, ale odrobinę da się je stopniować (od wyrównania koloru do lekkiego krycia). Opinie o tym kosmetyku są różne- ja się absolutnie zakochałam! Formuła jest dość lekka, jakby żelowa i dobrze mi się rozprowadza wilgotną gąbeczką do makijażu. Innych technik nie próbowałam, ponieważ ta od razu okazała się strzałem w dziesiątkę. Po nałożeniu kremu cera jest rozświetlona, wygląda zdrowo i bardzo naturalnie. Jako, że moja skóra lubi się przetłuszczać to zawsze po aplikacji BB nakładam na niego odrobinę transparentnego pudru matującego. W ten sposób moja cera od rana do wieczora wygląda bardzo naturalnie w takim lekkim makijażu. Krem spodobał mi się do tego stopnia, że zakupiłam już jego jaśniejszą wersję na jesień.


3. Jogurt do ciała

KLIK

Ten kosmetyk mocno mnie zaciekawił. Będąc w drogerii nie tylko nieznana mi dotąd marka zwróciła moją uwagę, ale też jego nazwa! Jogurtu do ciała jeszcze nigdy nie używałam! Wybrałam wersję zapachową Maliny z Migdałami pomimo, że tak naprawdę ani jednego, ani drugiego zapachu w kosmetykach nie lubię. W tym wypadku zakup okazał się bardzo udany- zarówno zapach, jak i właśnie ta jogurtowa, lekka i dość płynna konsystencja bardzo dobrze spisały się latem. Skóra była pięknie nawilżona, produkt wchłaniał się dość szybko, a ubrania nie kleiły się do ciała po posmarowaniu. Do tego zapach- słodki, bardziej malinowy niż migdałowy, na lato idealny także zwracam honor! Latem to był zdecydowanie mój ulubiony balsam.


4. Żel aloesowy 

KLIK

Żel aloesowy Holika Holika to niezwykle uniwersalny kosmetyk. Używałam go po opalaniu, kiedy schłodzony w lodówce wspaniale łagodził moją skórę, często nakładałam też na włosy przed ich myciem, dzięki czemu były mniej przesuszone. Oprócz tego można go używać również do twarzy, ale w tym wypadku nie próbowałam. Kosmetyku tego używam od lat, zwłaszcza latem kiedy w upalne dni świetnie koi, chłodzi i odświeża.


5. Lakier hybrydowy w soczystym kolorze

KLIK

Długo szukałam dokładnie takiego koloru. To PB Nails GE320, czyli przepiękna, soczysta i mocno energetyczna malinowa czerwień. Na lato ten odcień był dla mnie idealny! Jeśli chodzi o trwałość to oceniam go podobnie jak w przypadku hybryd innych marek. Dużym plusem w tym przypadku jest okrągło ścięty pędzelek, co znacznie ułatwiało mi malowanie.




Copyright © 2016 Nasze Poddasze , Blogger