19.3.20

Moje pucowanie skóry, czyli ulubione kosmetyki do oczyszczania

Moje pucowanie skóry, czyli ulubione kosmetyki do oczyszczania
Oczyszczanie skóry to oprócz podstawowego elementu pielęgnacji także moja ulubiona czynność. Kiedyś traktowałam je po macoszemu, potrafiłam bez problemu położyć się spać w makijażu, ale na szczęście studia kosmetologiczne naprowadziły mnie na właściwe tory. Prawda jest taka, że nawet najdroższy krem, najlepszy podkład nie zrobią cudów jeśli nie postawimy najpierw na porządne pucowanie naszej skóry. Nie będę się rozpisywać o teorii oczyszczania cery, po prostu napiszę, że dobrze oczyszczona skóra odwdzięcza się pięknym wyglądem teraz i na przyszłość.



MOI ULUBIEŃCY

W tej dziedzinie mam swoich faworytów, którzy razem tworzą niezły zespół sprzątający:

- RYŻOWA PIANA IOSSI to produkt do codziennego mycia skóry, jest bardzo delikatny, ale dobrze oczyszcza. Nie powoduje uczucia ściągnięcia, a po jego użyciu cera jest wręcz nawilżona! Jest to kosmetyk naturalny i wegański, ze świetnym składem. Stosuje się go bardzo wygodnie ze względu na higieniczną pompkę, przez którą wydostaje się porcja puszystej pianki- idealna do umycia całej twarzy i szyi. Cena nie jest niska, ale produkt jest wydajny. Sięgam po niego zazwyczaj każdego ranka.



- SZCZOTECZKA SONICZNA FOREO LUNA w duecie z pianką Iossi fantastycznie oczyszczają skórę twarzy. Uwielbiam tę szczoteczkę mimo, że wcześniej bardzo rzadko jej używałam. Powróciłam do niej na początku roku i od tej pory się z nią nie rozstaję. Mam wrażenie, że potęguje ona czyszczenie cery i daje uczucie gładkości, miękkości. Przy tym absolutnie nie podrażnia mojej naczynkowej skóry. Jej pulsacje powodują masaż twarzy, po którym cera jest promienna, jędrna i napięta. Szczoteczka jest też bardzo higieniczna, nie wymaga wymiany akcesoriów, a pełne naładowanie wystarcza mi na jakieś pół roku dziennego stosowania!



- TONING SOLUTION THE ORDINARY to kultowy kosmetyk w blogosferze, czyli złuszczający tonik z 7% kwasem glikolowym. Ten kosmetyk delikatnie, ale dogłębnie oczyszcza cerę i złuszcza martwy naskórek bez uczucia ściągnięcia, bez łuszczenia skóry. Efekt w postaci zmniejszenia widoczności porów, oczyszczenia zaskórników otwartych bardzo mnie satysfakcjonuje. Używam go wyłącznie na noc i unikam oczywiście opalania twarzy, dodatkowo stosuję ochronę p/słoneczną aby nie powstały nieestetyczne przebarwienia. Tonik spisuje się świetnie- cera jest gładka, oczyszczona i promienna.



- OLEJEK DO DEMAKIJAŻU RESIBO używam go do usunięcia makijażu i o dziwo ta konsystencja bardzo mi pasuje. Produkt jest mieszaniną różnych olejków, które mają za zadanie delikatnie usunąć nawet wodoodporny makijaż. Zawarte składniki łagodzą podrażnienia skóry, normalizują pracę gruczołów łojowych, mają działanie antybakteryjne. Skóra po jego użyciu jest gładka, dobrze oczyszczona, nie ma uczucia ściągnięcia, ale olejek nie zostawia też tłustej warstwy na czym ogromnie mi zależało. Wszak moja cera jest dość tłusta sama w sobie. Sam rytuał jest niezwykle przyjemny- wykonuję tym kosmetykiem masaż twarzy i oprócz zmycia makijażu mam dodatkowy efekt w postaci odprężenia i relaksu!



- MASKA ENZYMATYCZNA Z GLINKAMI TOŁPA to taki pomocnik w oczyszczaniu skóry. Maskę nakładam zazwyczaj raz w tygodniu i zostawiam na ok. 10 min. W tym czasie enzymy w niej zawarte delikatnie rozpuszczają zrogowaciały naskórek. Po użyciu tego produktu cera jest wygładzona, rozjaśniona i dobrze oczyszczona.






8.3.20

Być jak Superwoman, czyli wzięło mnie na rozważania

Być jak Superwoman, czyli wzięło mnie na rozważania
Niby stare, może przaśne PRL-owskie święto, ale czy nie warte uwagi? Kobietą jest się cały rok! Ba, nawet całe życie, ale może warto choć ten jeden dzień w roku oprócz celebrowania (albo i nie) zastanowić się również czy czujemy się spełnione jako kobiety.  Dla każdej to spełnienie może oznaczać coś innego i to jest fajne!
Osobiście- na tydzień przed 33-tymi urodzinami skłaniam się ku głębszej refleksji.. Czy jestem z siebie dumna? Czy zmieniłabym coś w swoim życiu albo chciała cofnąć czas? Czy lubię siebie? NIE WIEM.
Póki co wpis ten trąci frustracją, a nie na tym mi zależy. Prawda jest taka, że same musimy zapracować na własne spełnienie, nikt nie da go nam w prezencie. Aby inni nas szanowali musimy wreszcie zacząć się same szanować. Niejedna z nas marzy po prostu o chwili z książką, o pójściu do fryzjera, czy pierwszej w życiu wizycie u stylistki paznokci.. Bo dotychczas sama ciapała lakierem wieczorami, albo w ogóle nigdy ich nie malowała. Tak, to ja! Nikt nigdy nie zajął się profesjonalnie moimi dłońmi... bo szkoda pieniędzy na pierdoły, bo nie jestem tego warta. Dla niejednej z nas spotkanie z przyjaciółką, seans filmowy w kinie to często nieosiągalny luksus. BO NIE MA CZASU.


Mogłabym zacząć tu wyliczać całą masę niespełnionych marzeń, ale chciałabym skupić się na tym, co tu i teraz. Wieczne czekanie na lepsze doprowadza do większych frustracji, bo tego nie mam, to mi nie wychodzi, a na to nie mogę sobie pozwolić. W ten sposób szczęście staje czymś totalnie nieosiągalnym- ciągle się na nie czeka. Kompleksy rosną do niebotycznych rozmiarów, jeden dołek goni następny, a niepowodzenia przysłaniają drobne radości dnia codziennego.
Brak pewności siebie i odwagi to jedne z najgorszych cech, jakie posiadam. A dziś to właśnie one często determinują spełnianie marzeń i dążenie do celów. Dobrze jeśli te cele w ogóle jeszcze są, wówczas warto się skupić na ich realizacji- BO JESTEM TEGO WARTA! Bo czemu się ograniczać kolejnymi niepowodzeniami? Wśród nich przecież zawsze znajdzie się coś dobrego i wartościowego.


Dziś staram się skupiać na obecnej chwili, chociaż często jest trudno i to cholernie. Zbyt częsty fokus na porażki, na to co spapraliśmy jeszcze bardziej dołuje i nic z tego nie wynika, nic dobrego. W zamian za to warto pomyśleć o tym, że jesteśmy ważne, wartościowe. BO TAKIE JESTEŚMY.


Nawet jeśli po chwili przemyślenia stwierdzasz, że jednak nie odczuwasz spełnienia i nie potrafisz się cieszyć z zielonej trawki, ładnej chmurki, czy słońca za oknem to jednak przynajmniej dziś warto spojrzeć w lustro i powiedzieć do siebie- FAJNA Z CIEBIE BABECZKA!

Na koniec o wsparciu. Czy potrafisz wesprzeć drugą kobietę? Czy czasem zamiast podać jej rękę nie wbijasz jej w ziemię, nie hejtujesz? Czy jesteśmy wobec siebie solidarne? Jak idealnie byłoby, gdyby słowa znanej obecnie piosenki Kayah i Viki Gabor odzwierciedlały rzeczywistość:

"Ramię w ramię

popłyniemy razem
zmieniamy ten świat
wspierając się tak
bo żadna dama
nie będzie tańczyć sama
gdy sióstr tyle ma
gdy jest pośród nas
więc, moja miła, tańcz..."

Bądźmy szczęśliwe i zawsze walczmy o swoje marzenia! Dobrego Dnia Kobiet!


28.2.20

Stawiam na dobry sprzęt- wyciskarka wolnoobrotowa 4Swiss BM202 x JJ

Stawiam na dobry sprzęt- wyciskarka wolnoobrotowa 4Swiss BM202 x JJ
Lubię przebywać w mojej kuchni, gotowanie często mnie relaksuje i chyba wychodzi mi całkiem nieźle. Moją piętą achillesową są jednak zdrowe przekąski i soki.. O ile przygotowywanie słodkości zawsze szło mi sprawnie, o tyle nie miałam motywacji do tworzenia dietetycznych dobroci, a kiedy przeanalizowałam naszą codzienną dietę, to od razu wynotowałam fakt, że jemy zbyt mało warzyw i owoców. Ostatnio z pomocą w tej kwestii przyszła wyciskarka wolnoobrotowa 4Swiss BM202 x JJ





Dlaczego wyciskarka wolnoobrotowa, a nie sokowirówka? Tutaj różnica jest kluczowa i dość oczywista- wyciskarka pracuje na niskich obrotach (tylko 46 obrotów na minutę) i nie wytwarza przy tym wysokiej temperatury. Produkty najpierw są dobrze rozdrabiane, a później miażdżone i wyciskany jest z nich sok. Dzięki temu procesowi w soku jest miąższ, a z nim więcej substancji odżywczych. Sokowirówka pracuje zaś na wysokich obrotach, jej ostrza wytwarzają wyższą temperaturę i przez to część odżywczych składników zostaje zniszczona. Taki sok składa się w większości z wody, jest mocno napowietrzony, szybko się utlenia i psuje. O parametrach takich jak hałas, a także ilość niewykorzystanego miąższu lepiej nawet nie wspominać..




Wyciskarka 4Swiss BM202 x JJ wygląda elegancko, świetnie wpasowała się w moją kuchnię i stała się jej integralnym elementem. Bardzo sobie cenię to, że przedmioty gospodarstwa domowego mają piękny design i w dzisiejszych czasach potrafią nawet zdobić wnętrze. Sprzęt posiada dożywotnią gwarancję na silnik oraz 5-letnią na całe urządzenie, a serwisowanie odbywa się w systemie door to door w ciągu 5 dni roboczych. Wszystkie  użyte materiały nie zawierają szkodliwego Bisfenolu A. Ślimak wykonany jest z Ultemu- bardzo trwałego i przy tym bezpiecznego tworzywa, został ulepszony w dodatkowy nóż tnąco-pobierający, co zapewnia sprawniejsze pobieranie składników do wyciskania. Podzespoły wyróżnia najlepsza jakość. Otwory sita są wykonane laserowo, mają gładkie krawędzie, nie zapychają się i nie zatrzymują włókien owoców, przez co otrzymujemy więcej soku, a mniej pulpy.


Silnik w urządzeniu pracuje cicho i bardzo wydajnie, dzięki Low Noise System. Konsystencja soku jest idealnie gładka i aksamitna, zawiera w miąższu cenne witaminy, błonnik. Smak jest zdecydowanie bardziej wyrazisty niż w przypadku "rozwodnionego" i napowietrzonego soku z sokowirówki. Sporym udogodnieniem jest brak konieczności obierania niektórych warzyw i owoców! Czasem wystarczy je tylko umyć i pokroić, całą resztę zrobi wyciskarka.
Z pomocą tego sprzętu przygotujemy nie tylko zdrowe soki, ale również musy, przeciery, sorbety, mleko roślinne, placki ziemniaczane czy puree. Oj tak! Czuję, że będą ze mnie jeszcze ludzie w kuchni!


Czyszczenie odbywa się szybko i łatwo poprzez zastosowanie Easy Cleaning System- po wlaniu wody do pojemnika i włączeniu wyciskarki następuje jej wstępne samoczyszczenie, a później resztę wypłukujemy pod strumieniem bieżącej wody. Ta opcja jest stworzona dla takiego leniuszka jak ja! Doskonale pamiętam udrękę z myciem sokowirówki.. między innymi dlatego od lat jej nie używam!


Teraz moje "działania kuchenne" weszły na inny poziom i nareszcie z przyjemnością przygotowuję znacznie bardziej zdrowe i wartościowe posiłki. Poza tym wprowadziłam do diety zupełnie nowe smaki, jakie do tej pory nie przychodziły mi do głowy i nawet warzywne soki mi niestraszne! Świeżo wyciskany sok świetnie sprawdza mi się na drugie śniadanie, bo dzięki sporej zawartości błonnika pozostaje uczucie sytości, dodaje energii i pobudza do działania. Takiego sprzętu właśnie mi brakowało!







26.2.20

Kąt tylko dla siebie, czyli historia mojego domowego biura

Kąt tylko dla siebie, czyli historia mojego domowego biura
Od zawsze marzyłam o własnym kącie do pracy. Takim, w którym będę mogła spokojnie napisać posta, posiedzieć nad dokumentami księgowymi, opłacić rachunki i nawet się umalować bez towarzystwa. Chciałam żeby było przytulnie, domowo, ale i ładnie. Kiedyś nadawałam głównie z kanapy, ale spora ilość rozpraszaczy wokół mocno mnie dekoncentrowała i taka praca trwała zawsze kilka razy dłużej. Dlatego ważnym dla mnie było stworzenie miejsca tylko dla siebie.


To marzenie udało mi się spełnić już dobre kilka lat temu, kiedy w mojej ulubionej sieciówce wnętrzarskiej nabyłam drogą kupna popularne biurko MICKE. Zwykły, biały mebel z dwiema szufladami stanął początkowo w salonie, w miejscu gdzie teraz jest regał z książkami. Przyznam, że początkowo spełniał wyłącznie rolę toaletki i upiększałam się przy nim dobre kilka lat przed wyjściem do pracy. Potem przeniosłam go do sypialni, znalazłam miejsce przy lustrze- wtedy to pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej..


Po przeniesieniu biurka do sypialni znacznie przyjemniej zaczęło mi się przy nim blogować, odpisywać na maile, planować, ogarniać sprawy papierkowe. Do biurka dokupiłam najtańszą w Ikea komódkę na wszystkie szpargały. Lubiłam przebywać w tym moim miejscu i marzyłam żeby mieć taki przytulny kącik w pracy. Jednak tak się nigdy nie stało i z perspektywy czasu stwierdzam, że wyszło mi to na dobre!


Jesienią 2018 roku byłam w dość ciężkim momencie życia i wtedy podjęłam kilka ważnych decyzji, a wraz z nimi nadszedł czas przygotowania własnego domowego biura. Wcześniej miejsce to było składzikiem, a pisząc wprost- zwykłą graciarnią. Kiedy się nie ma piwnicy, a strych służy za mieszkanie to ciężko znaleźć kawałek miejsca na wszystkie szpargały. Odgruzowanie tego malutkiego- wąskiego i niskiego pomieszczenia zajęło nam cały miesiąc, ale było warto! Całe pomieszczenie pomalowaliśmy na biało, na ścianie zawisł organizer DIY, wykonany z siatki zbrojeniowej (koszt kilku złotych). Na podłodze położyliśmy zwykłą wykładzinę dywanową w szarym kolorze.



Jednak ta wszechobecna biel ostatecznie mnie nie przekonała i pomimo tego, że wówczas ascetyczne w kolory wnętrza były na topie to jednak dla mnie było zbyt surowo, mało przytulnie i nieciekawie. Jeśli ktoś mnie spyta czy jest możliwe, aby pomieszczenie było zbyt białe to bez wahania odpowiem, że tak! Tutaj po prostu było zbyt biało! Wkrótce potem pomyślałam o tym żeby zupełnie odmienić moje biurko- pomalowałam je na czarno i dodałam drewniane elementy. Było charakternie, trochę industrialnie i całkiem przyjemnie. Blat i fronty szuflad zostały wykonane z przyciętego na wymiar drewna sosnowego, które przykręciliśmy wkrętami od wewnątrz biurka. Dodałam kilka doniczek z roślinami, pozbyłam się jednej szuflady w komódce pod biurkiem, aby zrobić miejsce na drukarkę. Resztę malutkiego pomieszczenia zajęły drewniane regały i sosnowe szafki z Ikea.








Tak, to wciąż to samo, tanie biurko z Ikea! W ten sposób moje biuro przetrwało niecałe 1,5 roku, do czasu aż w styczniu tego roku postanowiłam go znów przearanżować! Zmiany to przecież moje drugie imię! Tym razem jednak chciałam dopasować biuro do stylu całej reszty poddasza i zrobić trochę miejsca w wąskim przejściu. Pomimo tego, że to pomieszczenie jest zamknięte i w zasadzie wchodzę do niego tylko ja, to jednak fajnie przebywać w miłym dla oka i nie byle jakim miejscu. Biurko powędrowało pod skos, na którym została położona tapeta imitująca starą, odrapaną ścianę. Stwierdziłam też, że jasne drewno już nie jest w moich klimatach i przyciemniłam je bejcą, a biurko.. znów stało się białe!









W ruch też poszła złota farba w sprayu- srebrna lampka, lusterko i krzesło zmieniły kolor. Teraz jest idealnie! No prawie idealnie, bo jednak chciałabym zmienić tu jeszcze podłogę i trochę przeorganizować drewniane szafki, ale to już bardziej dalekosiężne plany. W nowym miejscu pracuje mi się wyjątkowo przyjemnie, lubię to moje przytulne, domowe zacisze. Praca we własnych czterech ścianach, w ulubionym t-shircie, pyszną kawą pod ręką i dobrą muzyką to jest to! W tym miejscu mogę się skupić, ogarnąć myśli, ale to też mój kącik makijażowy. Obie szuflady biurka są po brzegi wypchane tym, co lubię najbardziej, czyli kosmetykami! Oczywiście bez zmian nie byłabym sobą i często przestawiam dodatki, przynoszę różne bibeloty i pewnie nieraz jeszcze tutaj pomieszam.





14.2.20

Stawiam na dobry sprzęt- ekspres automatyczny 4Swiss Roma A10 Home

Stawiam na dobry sprzęt- ekspres automatyczny 4Swiss Roma A10 Home
Kawa. W tym słowie kryje się smak, zapach, energia i harmonia w jednym. Jeszcze 2-3 lata temu w ogóle nie piłam tego napoju, ale jakiś czas temu na szczęście się do niego przekonałam i teraz stwierdzam, że wiele straciłam przez te wszystkie smutne lata bez pysznej kawy pod ręką.
Obecnie już nie wyobrażam sobie poranka bez aromatycznego napoju mocy, bez szlachetnego smaku i bez delikatnej, kremowej pianki... Z resztą popołudnia z chwilą tylko dla mnie, z kubkiem kawy u boku i dobrą książką też uwielbiam! Dlatego bardzo ważny jest dla mnie sposób jej przygotowania. Ostatnio na poddaszu zamieszkał automatyczny ekspres Roma A10 Home marki 4Swiss.





Dlaczego zdecydowałam się właśnie na ten model? Przede wszystkim zachęciły mnie świetne parametry techniczne. Wysokie ciśnienie 19 barów to cecha najlepszych i najbardziej zaawansowanych ekspresów, która pozwala na wydobycie smaku kawy i uzyskanie idealnej cremy w espresso. Kolejnym dość unikatowym rozwiązaniem i zupełnie niespotykanym w tej klasie cenowej są trzy niezależne obwody- Real Americano System- osobne na wrzątek, zaparzoną kawę oraz mleko. W ten sposób woda nie przelewa się dwukrotnie przez fusy- najpierw przygotowane zostaje espresso, do którego później ekspres dolewa wrzątku. Kawa idealna!





Uwielbiam mleczne kawy i w tym aspekcie ekspres radzi sobie fantastycznie, racząc mnie idealnie kremową, mleczną pianką za sprawą WOW!Milk Effect. To możliwość regulacji poziomu spienienia mleka, dzięki której można otrzymać piankę, niczym puszysta chmurka niezależnie od rodzaju użytego mleka- nawet te roślinne zostają świetnie spienione! Dodatkowo można jeszcze wyregulować i spersonalizować każdy rodzaj naszego ulubionego napoju. System personalizacji dotyczy regulacji młynka do kawy, wyboru jej ilości, co wpływa na moc kawy. Można również ustawić pożądaną ilość wody i mleka w danym napoju. W ten sposób bez problemu mogę sobie "dopasować" kawę do każdego rodzaju kubka, a jak wiecie skorupy kocham miłością bezgraniczną i mam ich wiele. Wszystkie ulubione ustawienia zostają zapisane i potem korzystam z nich za jednym przyciśnięciem. To zdecydowanie przyspiesza mi rozkręcenie się każdego poranka, kiedy nieraz ledwo żywa stąpam do mojego źródełka mocy.




Łatwość obsługi bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Sprzęt ma duży i czytelny wyświetlacz z panelem dotykowym, na którym wszystko idealnie śmiga, a funkcja One Touch Coffee pozwala przygotować wybraną kawę za jednym dotknięciem. Całość prezentuje się elegancko i minimalistycznie, jakość i estetyka wykonania na duży plus. Sprzęt idealnie wpasuje się w nowoczesne wnętrza, ale również te bardziej klasyczne. Przygotowanie kawy to szybki i sprawny proces, a prostota czyszczenia całego systemu i dyszy spieniającej trwa ledwie kilka chwil. Niektóre elementy nadają się do mycia w zmywarce. Na uwagę zasługuje funkcja Auto Clean Milk, która czyści automatycznie dyszę spieniającą. Dzięki temu mamy zapewniony najwyższy poziom higieny. Ekspres posiada praktyczny pojemnik na mleko, który można schować do lodówki, a także specjalną rurkę, którą można pobierać mleko bezpośrednio z kartonu.




Bardzo dużą zaletą ekspresu 4Swiss Roma A10 Home jest jego cicha praca. Jak wiadomo moje poddasze nie grzeszy metrażem i sypialnia sąsiaduje bezpośrednio z kuchnią, kiedy małżonek przygotowuje sobie poranny napój mocy przed wyjściem do pracy ja mogę jeszcze spokojnie chwilę pospać- głośność, a może raczej "cichość" młynka ekspresu nie odbiera mi jeszcze chwili przyjemności w objęciach poduszki. Warto dodać, że mamy możliwość skorzystania nie tylko z kawy ziarnistej, ale również mielonej.



Bardzo mi pasuje możliwość przygotowania dwóch kaw jednocześnie oraz funkcja wrzątku i spienionego mleka- tę z kolei wielbi mój siostrzeniec i ze swojej strony mocno poleca! Młody twierdzi, że spienione kakao to jego ulubiony napój u ciotki. Mały smakosz zna się na rzeczy!
Poza tym sprzęt jest objęty gwarancją "door to door"- wówczas w razie usterki kurier odbiera sprzęt do naprawy bezpośrednio od nas, a potem również dostarcza go na koszt 4Swiss Polska.



Chwile z dobrą kawą, jak z kawiarni to luksus, który mam teraz na co dzień. Nie lubię pić kawy w biegu i na szybko. Dla mnie to zawsze rytuał, który staram się celebrować. To chwila tylko dla mnie- aromatyczny napój z aksamitną pianką, ulubiony kubek, książka i znikam, staję się niewidzialna dla świata choć przez tych kilka wyjątkowych minut...


Jeśli szukacie dobrego ekspresu, ze świetnymi parametrami technicznymi, dającego gwarancję idealnej kawy jak z kawiarni to śmiało polecam 4Swiss Roma A10 Home


Na hasło NASZEPODDASZE otrzymujecie 200 zł zniżki na jego zakup.



10.2.20

Szafki, które robią różnicę, czyli kolejne DIY w sypialni

Szafki, które robią różnicę, czyli kolejne DIY w sypialni
Cieszą mnie ostatnie zmiany w sypialni, jednak cały czas z tyłu głowy krążyła myśl o tym żeby jeszcze pokombinować ze stolikami nocnymi i bardziej dopasować je do obecnego klimatu.
Początkowo chciałam pozbyć się obecnych szafek i kupić zupełnie nowe (myślałam o tym słynnym modelu z Jysk), ale jednak duch przerabiania wziął górę i stwierdziłam, że z czarnej szafki, która stała po mojej stronie łóżka zrobię dokładnie taką, jaką potrzebuję.



Pierwsze życie owej szafki jednak wyglądało zupełnie inaczej! Należała ona do kompletu, który kupiliśmy lata temu w Agata Meble razem z łóżkiem, szafą i komodą. Był to typowy mebel w modnym wtedy odcieniu dąb sonoma. Niestety zdjęcia się nie zachowały, więc musicie wierzyć na słowo. Pierwsza przeróbka miała miejsce kilka lat temu, kiedy chciałam wprowadzić nieco bardziej surowy i industrialny klimat. Dlatego pomalowałam cały mebel na czarno, mąż zrobił stelaż zamiast dotychczasowych nóżek oraz drewniane uchwyty i cała szafka zdecydowanie zyskała na charakterze.




Jednak jakiś czas temu stwierdziłam, że ten cały loft to jednak nie do końca moje klimaty i wolę u siebie sielskie starocie, wśród których najlepiej się czuję. Stąd zrodziła się koncepcja zmiany i od razu wiedziałam w którą stronę iść. Cała przeróbka odbyła się bardzo szybko i sprawnie:
- najpierw pozbyłam się stelaża i uchwytów oraz wyszlifowałam starą farbę i zakitowałam otwory,
- następnie pomalowałam szafkę na biało,
- kupiłam w Castoramie półkę sosnową (pocięli mi ją na miejscu na dwa kawałki o potrzebnych wymiarach), a następnie zabejcowałam ją i przykręciłam- tak powstał blat mojej szafki,
- z kantówki mąż wyciął nóżki, zabejcował je i przykręcił do mebla,
- na końcu zamontowałam gałki kupione w Action za parę złotych







Moim skromnym zdaniem wyszło całkiem spoko i co najważniejsze szafki fajnie pasują do całej reszty. Koszt metamorfozy to niecałe 100 zł za oba meble, więc oprócz satysfakcji jest też spora oszczędność. Cieszę się, że teraz już cała sypialnia jest spójna. Lubię zaczynać i kończyć dzień w tym miejscu!





Copyright © 2016 Nasze Poddasze , Blogger