30.11.19

Kalendarz adwentowy po mojemu

Kalendarz adwentowy po mojemu
Kalendarze adwentowe już opanowały internety, nie ma się co dziwić- w końcu grudzień lada dzień. Kiedyś kojarzyły się one głównie z bombonierkami, pamiętam jak codziennie wyczekiwałam żeby otworzyć kolejne okienko.. a czasem dwa ;-) W ubiegłym roku postanowiłam spróbować zrobić kalendarz z różnymi zadaniami i wkręciłam się na dobre, dlatego obecnie też idę tym tropem (a może nawet na skróty), ale o tym za chwilę!
Zdążyłam się w porę ogarnąć i kalendarz już dumnie stoi, czekając z zadaniami adwentowymi do wykonania.





Pisząc wcześniej, że poszłam na skróty (nie mylić z pójściem na łatwiznę) miałam na myśli to, że wykorzystałam drewnianą choinkę, którą mąż zrobił jakieś 5-6 lat temu, a podczas przeglądania kartonów z dekoracjami wpadły mi w ręce zeszłoroczne karteczki z zadaniami, dlatego stwierdziłam, że warto z nich skorzystać po raz kolejny.

Choinkę taką można ogarnąć w miarę łatwo. Wystarczą drewniane listewki, które odmierzamy na dowolną długość- jedną przycinamy na wysokość całej choinki, kolejne na długość jej "ramion". Wszelkie wymiary oczywiście dowolne! Przycięte listewki łączymy za pomocą wkrętów, tworząc odpowiedni kształt. Jako podstawy użyłam drewnianej podkładki pod kubki, do której zamocowałam konstrukcję i gotowe!



Dalszy etap to wbicie pinezek w ramiona choinki i zamocowanie sznurka jutowego, na którym na końcu zawieszamy przy użyciu małych klamerek kolejne karteczki z cyferkami. Przykleiłam jeszcze kokardkę na czubku i gotowe!



Karteczki z zadaniami pochodzą z ubiegłego roku- wydrukowałam numery i z tyłu zapisałam zadania, potem odpowiednio je złożyłam, aby nie było widać co kryje się w środku. Potem jeszcze ozdobiłam je sznurkiem jutowym oraz papierowymi tasiemkami. Te małe, urocze klamerki kupiłam w Action za kilka złotych.




Tak prezentuje się mój tegoroczny kalendarz adwentowy, jutro otwieram pierwszy kartonik. Jeśli macie ochotę się przyłączyć to zaglądajcie na IG @nasze.poddasze , gdzie na instastory codziennie będę wykonywać kolejne zadania.





20.11.19

Jesienne umilacze na długie wieczory i nie tylko

Jesienne umilacze na długie wieczory i nie tylko
Jesień. Dla jednych znienawidzona pora roku- plucha, szaruga, mgła i zimno, jak to mówią: sezon na zimne giry! Dla innych pora odpoczynku, wyciszenia po letnich aktywnościach, ciepłe swetry, koce i miłe otulacze, grube skarpety i długie wieczory przy świecach.. Kiedyś sama zaliczyłabym się do pierwszej grupy- jesień kojarzyła mi się bardzo negatywnie i tylko czekałam kiedy znowu zachoruję, a stan ten potrwa do marca.. Dziś jestem w gronie osób, które przychylnie patrzą w stronę tej pory roku! Wcześniej to było nie do pomyślenia, ale obecnie cieszy mnie widok ferii barw na długim spacerze, lubię zapalić świecę i poczytać dobrą książkę, bo wieczory są teraz taaakie dłuuugie. Nie przeszkadza mi stukający w szybę deszcz, a mgłę mogę podziwiać godzinami! Jeśli jesteście ciekawi jak umilam sobie czas o tej porze roku i co mi poprawia nastrój to czytajcie dalej!


1. SPACERY
Jeśli pogoda pozwala i wiatr nie urywa głów to staram się wychodzić  na dłuższe spacery- poszurać nogami wśród liści, powdychać powietrza (póki jeszcze nie ma tak tragicznego smogu) i nacieszyć oczy kolorami... Zawsze wracam wtedy do domu w lepszym humorze, spokojniejsza i wyciszona. To serio pomaga na stres!




2. ŚWIATŁO
Klimatyczne oświetlenie to dla mnie bardzo istotna sprawa. Delikatne, boczne lampy, sznury żarówek, czy wreszcie świece i latarnie robią niesamowity nastrój, kiedy zaczyna brakować naturalnego światła. Uwielbiam!

Świecznik: Action,   Sznur żarówek: Ikea,   Lampa stołowa: Westwing,   Latarnie: Krasilnikoff

Podstawki drewniane: Kik,   Świece bryłowe: Flagolie

Biokominek: McjDesign,   Lampki na drucie: Pepco



3. TEKSTYLIA I DODATKI
Przytulności i klimatu dodaje nie tylko oświetlenie, ale również tekstylia, które wykorzystamy w pomieszczeniach. Miękkie koce i grube pledy, kilka poduszek i wnętrze staje się cieplejsze, zapraszające do otulenia się i relaksu...

Sofa: Ikea,   Stolik kawowy: Westwing,   Dywan: Dywany Łuszczów,  Fotel: Ikea,  Lampa: Britop Lighting

Koc: H&M Home,   Jasne poszewki: Agata Meble,   Karmelowa poszewka: H&M Home,   
Wazon: Pepco,   Świeczniki: Action

Pled:  Krasilnikoff




4. SEZONOWE DANIA
Jesienią króluje u mnie dynia! Przygotowuję ją na różne sposoby, choć najbardziej znaną jest chyba rozgrzewający krem z dyni- idealna zupa, kiedy wrócimy zziębnięci po pracy do domu! Poza tym chcę tu wyróżnić figi, które wykorzystuję głównie w sałatkach.








5. GORĄCE NAPOJE
Pyszna herbata z aromatycznymi dodatkami, czy kawa z dyniowym syropem to jest to! A kiedy przygotowuję je w ulubionych kubkach to smakują jeszcze lepiej!
Ostatnio przerzucam się na sypane herbaty, bo są o wiele bardziej aromatyczne od tych w torebkach, zaś w kwestii ekspresu do kawy to niedługo czekają mnie poszukiwania nowego, idealnego sprzętu, bowiem ten, którego obecnie używam szwankuje i nie nadaje się niestety do polecenia.. Tak, czy siak długie wieczory bez kubka herbaty, kawy czy pysznego kakao dla mnie się nie liczą!






6. WYRAZISTY MANICURE
Praktycznie cały rok stawiam na nudziaki i jasne odcienie na paznokciach, zaś jesienią, kiedy otacza mnie taka feria nasyconych kolorów przerzucam się na czerwienie, burgundy i ciemne zielenie.. W tym sezonie urzekła mnie jesienna kolekcja marki Neonail, zakochałam się w niej na zabój!

Lakier hybrydowy: Neonail Moonlight Flower

Lakiery hybrydowe: Neonail



7. WŁÓCZKA, DRUTY I JA
Kiedy nadchodzą długie wieczory lubię wrócić do czynności, która mnie bardzo odpręża i relaksuje- wyciągam druty, motki włóczki, rozsiadam się wygodnie w moim ulubionym fotelu i zaczynam splatać... Dziergać nauczyłam się dopiero kilka lat temu i moje umiejętności jeszcze nie są wybitne, natomiast cieszę się bardzo kiedy uda mi się stworzyć nowy pled, czy poszewkę.



8. SWETRY I DODATKI
Do grubych swetrów mam słabość od zawsze. Jestem typem zmarzlucha i w zasadzie w swetrach mogłabym śmigać cały rok! Jesień to jednak czas, kiedy królują u mnie wszelkie odzienia w beżowych, brązowych i ceglastych odcieniach. Do tego dodatki i akcesoria, od kilku sezonów prawie wyłącznie w złotym kolorze, nieśmiertelne jeansy i jestem gotowa!

Swetry: Promod,   Zegarek i złota bransoletka: Daniel Wellington,    Naszyjnik, pierścionki: H&M,
Okulary: Avocadoglasses,   Perfumy: Sephora,   Torebka: Fabiola,   Róż i pomadka: Sephora



9. MUZYKA
Moja jesienna playlista może wydawać się smutna, melancholijna i depresyjna, ale paradoksalnie te spokojne utwory dodają mi spokoju, radości i optymizmu!


Na zakończenie zdjęcie zrobione z mojego balkonu- po mglistym dniu na chwilę zaczęło się przedzierać słońce- musiałam to uwiecznić! Dodałam tylko klimatycznej ziarnistości i tak powstała fotka, którą ustawiłam w telefonie jako jesienną tapetę. Bo ja kocham jesień i już.






18.11.19

Metamorfoza salonu na przestrzeni 10 lat, czyli jak to u nas było...

Metamorfoza salonu na przestrzeni 10 lat, czyli jak to u nas było...
Nasze poddasze to niekończące się metamorfozy, remonty i zmiany.. Cóż zrobić, jeśli bez nieustannego przestawiania źle mi i smutno ;-) Salon od kilku dobrych lat jest polem do realizacji moich wiecznie zmieniających się wizji- od typowego wystroju charakterystycznego dla początku obecnego tysiąclecia, przez ikeowski standard, nieco loftowy wygląd, skandynawski design, aż do obecnego miksu boho-scandi...

Teraz kilka (niestety słabej jakości) zdjęć, które wyszperałam w czeluściach mojego telefonu, przedstawiających dawny wygląd naszego miejsca do odpoczynku, spożywania posiłków i biesiadowania...



Początkowo ściany były w kolorze ciemnego beżu, co niestety powodowało, że pomieszczenie było mało widne i optycznie wydawało się mniejsze... Z czasem jednak zaczęłam stawiać na jaśniejsze dodatki, a salon został odmalowany na biało. To była dobra decyzja!






Kiedy urządzałam poddasze postawiliśmy małą ściankę z płyt gipsowych, aby oddzielić trochę strefę dzienną z jadalnianą. Na początku była na niej tapeta (niestety nie mam żadnego zdjęcia), a po kilku latach zastąpiliśmy ją gipsową cegiełką.
Wówczas z typowego miszmaszu wzorów i kolorów przeszłam w etap fascynacji ikeowskim stylem scandi...






Po niedługim czasie zaczęłam łączyć elementy stylu skandynawskiego z surowością loftu- przybyło metalowych dodatków, pojawiły się cegła i surowe drewno.. 
Wtedy też wprowadziłam sporo ciemnych elementów do wnętrza, co niekoniecznie okazało się sukcesem..
Mąż wykonał własnoręcznie stolik kawowy oraz duży stół do jadalni- oba z drewnianymi blatami na stalowych konstrukcjach- do dziś jestem z tego ogromnie dumna!










Z czasem pozbyliśmy się ścianki na rzecz rustykalnych drzwi przesuwnych, panele zostały wymienione na sękatą deskę sosnową, odkryliśmy też belki konstrukcyjne, co spowodowało, że poddasze stało się bardziej klimatyczne i przytulne. Postawienie na drewniane dodatki okazało się strzałem w dziesiątkę!




Ciemna kanapa ustąpiła miejsca większemu narożnikowi z jasnym pokryciem, dywan również został wymieniony na jaśniejszy, obok rustykalnych pojawiły się też elementy boho..





W trakcie 10 lat mieszkania na poddaszu jak widać popełniłam wieeeele błędów, ale ciągle staram się na nich uczyć i dziś, gdybym mogła się urządzać od początku to pewnie byłoby jeszcze inaczej. Obecnie jestem zadowolona z tego jak prezentuje się nasz pokój dzienny- jest duży stół, przy którym biesiadujemy z rodziną, przewygodna kanapa- idealna na leniwe wieczory, jest mój ulubiony fotel, w którym siadam teraz z książką i kubkiem gorącej herbaty, a ogólny klimat ciepła i przytulności poddasza dopełnia biokominek..

Mimo, że jestem zadowolona z ogólnych zmian na przestrzeni lat to jednak dalsze transformacje pewnie są nieuniknione i jeszcze nie raz zadzieje się tu jakaś metamorfoza, bez tego byłoby nudno ;-)

25.9.19

Stawiam na dobry sprzęt- suszarka bębnowa Electrolux

Stawiam na dobry sprzęt- suszarka bębnowa Electrolux
Wielu z Was często skarży się na wiecznie wiszące pranie w domu, co dla kogoś, kto nie ma pralni (i to takiej, co pomieści te wszystkie rozkładane suszarki)- jest wyjątkowo uciążliwe.. Latem można taką suszarkę zainstalować na zewnątrz, ale przy obecnej porze roku "Bye, bye suszenie na świeżym powietrzu"! Teraz pranie wjeżdża na salony! Bywa również, że na korytarze, do sypialni, a nawet do kuchni! Przez lata sama wkurzałam się na moją drucianą suszarkę, o którą musiałam się potykać prawie codziennie, a widok wiecznie obwieszonych ciuchami kaloryferów przyprawiał mnie o dreszcze..
Pewnego pięknego październikowego dnia, roku pańskiego 2017 postanowiłam wreszcie odmienić moje życie ;-) Stwierdziłam, że zakup suszarki bębnowej uratuje mój dom przed inwazją prania i zaoszczędzi mój czas. Po przestudiowaniu ofert i przeczytaniu dziesiątek opinii zdecydowałam się na Electrolux PerfectCare 800. Pojechaliśmy do sklepu, kupiliśmy, przywieźliśmy do domu i od tego czasu wszystko zmieniło się na lepsze.. Odzyskałam miejsce w salonie i sypialni, bo głównie tam było rozwieszone pranie, w domu zrobiło się cieplej, bo dotychczas kaloryfery grzały głównie wiszące na nich ubrania, no i pozbyłam się tej wilgoci, która podczas schnięcia zostawała w powietrzu.





Sprzęt jest dość kompaktowy, nie większy od zwykłej pralki, ma spory bęben, który pomieści 8 kg wsadu i fajny bajer w postaci podświetlenia! A już całkowicie najlepsze jest to, że suszarki nie trzeba podłączać do instalacji wod-kan :-) Serio! Wystarczy tylko podłączyć do prądu i nic więcej. Woda zbiera się w specjalnym zbiorniku, po suszeniu trzeba go opróżnić tak samo z resztą jak filtr, czyli pojemnik zbierający kłaczki z ubrań, sierść czy włosy. Dodam, że woda z suszenia nie marnuje się u mnie i używam jej do mycia podłóg.






Ubrania po wyjęciu z suszarki są miękkie, ciepłe i oczywiście suchutkie! Do wyboru jest sporo programów pracy, a producent zapewnia, że żadna tkanina nie ulegnie w niej zniszczeniu. Po 2 latach używania mogę to potwierdzić. Wrzucam do suszarki wszystko- poczynając od bielizny, przez każdy rodzaj ubrań (nawet swetry), pościel, aż po ręczniki, które po wyjęciu są puszyste jak nowe! Warunkiem jest tylko dostosowanie odpowiedniego programu suszenia do rodzaju materiału. Fajną opcją jest system DelicateCare, który dba o każdy rodzaj tkaniny poprzez dostosowanie temperatury suszenia i obrotów bębna. Również opcja ochrony przed zagnieceniami zdaje egzamin- ubrania po wyjęciu nie są pogniecione, a na pewno nie tak mocno jak można przypuszczać. Sporo rzeczy wystarczy po prostu odłożyć do szafy bez prasowania :-)




Po długim czasie testowania mogę polecić ten sprzęt z pełną odpowiedzialnością. Jest niezawodny, cichy, zużywa niewiele prądu (klasa A++) i doskonale spisuje się w codziennym użytku. Teraz pranie jest suche na czas i koniec z oglądaniem 5 dni w tygodniu rozłożonej suszarki na środku pokoju!
Copyright © 2016 Nasze Poddasze , Blogger