23.9.20

Tutaj jesień będzie wyjątkowo przyjemna, czyli rzecz o nowym łóżku

Tutaj jesień będzie wyjątkowo przyjemna, czyli rzecz o nowym łóżku

Kocham zmiany.. Napędzają mnie i dodają pozytywnej energii.Czasem jednak są podyktowane nie tylko chęcią wizualnej odmiany, ale bywają motywowane praktycznymi względami. W tym wypadku tak było.. Lubiłam moje stare łóżko, wykonaliśmy je sami z mężem. Pałałam do niego ogromną miłością, ale do czasu.. Kiedy deski zaczęły się zsychać niestety łóżko stało się głośne, mogłam wówczas zapomnieć o błogim spokoju i niczym nie zmąconej ciszy w sypialni. Moje kochane łóżko stało się głośne, za głośne. Wszelkie próby jego "uciszenia" spełzły na niczym... Dlatego powiedzieliśmy pas i z jego elementów zrobimy półki w pralni, a w sypialni na honorowym miejscu stanął nowy mebel- model Slimwood Dąb od Berke Home. Szukałam czegoś, co godnie zastąpi poprzednika pod względem wizualnym i wpasuje się w klimat całego poddasza. Połączenie drewnianej ramy z tapicerowanym zagłówkiem okazało się strzałem w dziesiątkę.


Solidna, dębowa rama i nóżki dodające lekkości, dość niewielkie gabaryty, dzięki którym łóżko nie przytłacza naszej niewielkiej sypialni. Dla zaintersowanych jest opcja z pojemnikiem pod stelażem, lecz rama w tym wypadku byłaby dla mnie już zbyt spora i zdominowałaby tę małą przestrzeń. Wysokość zagłówka została dostosowana specjalnie do wymiarów naszej ścianki kolankowej. Stelaż jest bardzo stabilny i wygodny poprzez niewielkie sprężynowanie, absolutnie nie ma mowy o żadnym trzeszczeniu i skrzypieniu, tak jak miało to miejsce w poprzednim łóżku. Błoga cisza nocą teraz wydaje się nie do przecenienia (o ile małżonek oczywiście nie chrapie...). Zależało mi też na tym, aby można było bez uprawiania szczególnie karkołomnych ćwiczeń posprzątać pod łóżkiem, bo wiadomo co tam się potrafi nieraz kryć... Tak więc bez problemu mogę trafić w każdy zakamarek pionowym odkurzaczem, mopem, a w ostateczności dać pole do popisu samojezdnemu odkurzaczowi- efekt zawsze jest taki sam, podłoga czysta, koty zlikwidowane. Te z kurzu oczywiście... Ten żywy ma się całkiem dobrze.

Na obicie zagłówka wybrałam odcień Taupe_02, to bardzo przyjemny w dotyku i łatwo czyszczący materiał. Ciekawą opcją jest dwustronnie tapicerowane wezgłowie, dzięki czemu łóżko bez problemu może stanąć w każdym miejscu- to dla tych bardziej odważnych. Wybór jest ogromny i na stronie producenta mona zamówić darmowe próbki materiałów, aby wybrać dla siebie ten najodpowiedniejszy. Samo wezgłowie jest miękkie i wygodne, ale jednocześnie solidne, bo wzmocnione metalową ramą. Mogę bez problemu czytać w komfortowej pozycji i nie opieram się już o twardy zagłówek z desek. Cała konstrukcja jest bardzo stabilna.


Sam montaż okazał się bajecznie prosty i szybki. Mamy za sobą mnóstwo takich czynności i jeszcze nigdy tak szybko nie udało się nam złożyć mebla o podobnych gabarytach. Drewno oprócz tego, że jest solidne, to zostało również dobrze zabezpieczone na lata. Jego odcień bardzo mi odpowiada, dlatego też szafki nocne musiały się kolorystycznie dostosować do koloru nowego mebla. Nie było litości- szlifierka poszła w ruch, potem na nowo zostały zabejcowane i polakierowane. Efekt jest fantastyczny! Łóżko Slimwood Dąb fantastycznie wpasowało się w mój styl- jest eleganckie, ale świetnie współgra z rustykalnymi, sielskimi dodatkami. Neutralny kolor zagłówka pozwala mi na dowolne wariacje z tekstyliami. Teraz sypialnia podoba mi się jeszcze bardziej, a przebywanie w niej wiąże się z ogromnym komfortem, nie tylko wizualnym. Uwielbiam to łóżko no!


Po więcej szczegółów i inspiracji zapraszam Was tu: https://berkehome.pl

23.8.20

Zdrowy i komfortowy sen, czyli o wymianie materaca...

Zdrowy i komfortowy sen, czyli o wymianie materaca...
Błogi sen to dla mnie istotna sprawa, nawet bardzo istotna. O tym jak ważny jest materac przekonałam się dopiero wiosną tego roku.. Jeśli śledzicie mnie na Instagramie, to pewnie kojarzycie moje problemy z kręgosłupem, kiedy wręcz nie mogłam się ruszyć, a pozycja leżąca była dla mnie najmniej wygodna. Każda noc była istną katastrofą, a poranki rozpoczynały się nieraz piękną wiązanką soczystych słów...

O naszym pierwszym materacu wolę nie wspominać- był to najtańszy zestaw, wraz z łóżkiem w komplecie. Sprężyny słabej jakości migiem przestały spełniać swoje zadanie i wreszcie po 3-4 latach wymieniliśmy materac na nowy.. Tym razem jednak ulegliśmy cudownej reklamie, która głosiła, że na naszym nowym materacu będzie się spało jak na chmurce, bowiem dopasuje się on idealnie do kształtów ciała. Miękki materac okazał się być spoko, ale tylko do czasu. Oboje zaczęliśmy mieć problemy z kręgosłupem i to "spanie na chmurce" niestety pogłębiało nasze zdrowotne perypetie. Teraz sprawy się totalnie odmieniły i wreszcie mamy w sypialni materac, który gwarantuje nam zdrowy sen.



Dlaczego zdecydowaliśmy się na materac Hilding Flamenco?

Przede wszystkim chciałam postawić na stabilny materac sprężynowy, sama pianka już nie wchodziła w grę. W materacu Hilding Flamenco mamy sprężyny Multipocket- jest ich więcej, każda z nich pracuje osobno i zapewnia lepszą elastyczność punktową, a dodatkowo sprężyny o różnej twardości tworzą aż 7 zróżnicowanych stref dla poszczególnych partii ciała! Ta cecha wyjątkowo przypadła mi do gustu.
Teraz ciało w trakcie snu jest odpowiednio podpierane, nie zapadam się już do wnętrza materaca. Produkt ten nadaje się dla osób z problemami z kręgosłupem- stabilizuje jego pozycję i odpręża mięśnie. Fantastycznym rozwiązaniem są kieszeniowe sprężyny, zapewniające idealny komfort snu- nadają się dla par o dużej różnicy wagowej i pracują niezależnie od siebie, dlatego nareszcie nie odczuwam niczego, kiedy mój małżonek wierci się w łóżku i przekręca na drugi bok. Eureka, mogę spać spokojnie bez takich dodatkowych pobudek!





Kolejną zaletą materaca Hilding Flamenco są dwie twardości- po jednej stronie jest płyta lateksowa zapewniająca wysoką sprężystość, zaś po drugiej stronie mamy piankę wysokoelastyczną. W ten sposób możemy zmieniać swój komfort snu zależnie od potrzeb na średni albo twardy. Fantastyczną sprawą jest fakt, że materac swobodnie "oddycha", czyli cyrkulacja powietrza jest niezaburzona. Ta przewiewność również była dla mnie istotną sprawą- zwłaszcza w czasie upalnych nocy na poddaszu robi się sauna, w związku z tym odprowadzanie nadmiaru wilgoci i to aby materac się dodatkowo nie nagrzewał było jednym z priorytetów.





Taki zdrowy sen, po którym nie budzę się obolała jest dla mnie zbawienny. To dla mnie zupełnie nowa jakość odpoczynku. Oprócz tych wszystkich parametrów dotyczących komfortu snu ważne było również to z czego wykonany jest pokrowiec- do wyboru mamy Tencel New lub Velvet New. Oba są produktami antyalergicznymi, z możliwością zdejmowania i prania w temperaturze 60 stopni.
Pokrowiec Tencel składa się z naturalnych włókien wiskozowych, kontrolujących poziom wilgotności materaca, zapobiegających rozwojowi bakterii. Pokrowiec Velvet jest niezwykle miękki, została w nim zastosowana technologia Probiotex- mikrokapsułki zawarte w pokrowcu uwalniają stopniowo probiotyki i zwalczają alergeny, dlatego szczególnie polecałabym to rozwiązanie alergikom.





Wybór odpowiedniego materaca jest niezwykle istotną sprawą, kiedyś niestety podchodziłam do tego lekceważąco i priorytetem było aby rama łóżka ładnie wyglądała, zaś to, co faktycznie najistotniejsze spychałam na dalszy plan. Napewno należy podejść do sprawy bardzo indywidualnie- zapoznać się z cechami danego produktu, jego konstrukcją i parametrami, no i oczywiście wypróbować. W bogatej ofercie materacy marki Hilding z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.
Ze swojej strony polecam przyjrzeć się kwestii materaca, często robimy to dopiero wówczas, gdy fizjoterapeuta zaleci nam jego wymianę.
Tym razem nasza decyzja była mocno przemyślana, podeszłam do tematu bardzo solidnie i nie sugerowałam się reklamami, a wyłącznie naszymi osobistymi potrzebami i oczekiwaniami. To wszystko okazało się strzałem w dziesiątkę, nareszcie nasz sen stał się zdrowy i komfortowy. Liczymy, że ten stan potrwa jeszcze dłuuugie lata, bo materac ma aż 15 lat gwarancji.


30.7.20

Jeśli urlop, to... zmiany! czyli letnia metamorfoza garderoby

Jeśli urlop, to... zmiany! czyli letnia metamorfoza garderoby
Wiosną i latem moja chęć zmian zostaje spotęgowana do granic możliwości. W zasadzie zawsze chodzą mi po głowie jakieś pomysły, ale te dwie pory roku jakoś wszystko intensyfikują pomimo tego, że pogoda obecnie nie rozpieszcza.. Nie wyjechaliśmy nigdzie na urlop, więc wykorzystaliśmy go najlepiej jak się dało.. na mały remont rzecz jasna!



O GARDEROBIE SŁÓW KILKA...

Tym razem moje myśli o metamorfozie kręciły się wokół zmian w garderobie.. Być może na wyrost nazywam tak to malutkie pomieszczenie, które wydzieliliśmy z sypialni, ale ten system sprawdza mi się bardzo dobrze. Historia tejże garderoby jest dość krótka, bo wcześniej w jej miejscu stało nasze łóżko i w zasadzie ta mikro powierzchnia pod skosem była całą naszą sypialnią. Naprawiłam ten błąd jakieś 3-4 lata temu, wtedy sypialnię urządziliśmy po drugiej stronie pokoju, a wnękę pod skosem zaaranżowałam na coś w stylu garderoby- tutaj postawiliśmy dużą, przesuwną szafę, komodę, a z czasem doszło też kilka przydatnych sprzętów. Powierzchnia jest malutka i dość trudna w obsłudze przez spore skosy, ale wydaje mi się, że optymalnie udało mi się ją zorganizować.


Meble pochodzą z gotowego zestawu, kupiliśmy je kupę lat temu w jednej z sieciówek. Kiedyś trafiały w mój gust, ale obecnie drażniły mnie już swoją obecnością i bardzo chciałam je zmienić. Znacie moje zamiłowanie do wszelkiego DIY, więc bez wahania podjęłam decyzję, że nie będę ich wyrzucać, ale przejdą konieczną metamorfozę!







ZMIANY, ZMIANY!

Nie chciałam przeprowadzać typowego remontu z kurzem, pyłem i demolką, zaplanowałam sobie łatwą, szybką i cieszącą oko zmianę, dobrą zmianę! Marzyłam o tym, aby dostosować garderobę do stylu reszty poddasza- miało być jasno, świeżo i przytulnie. Tutaj z pomocą przyszła mi bogata paleta kolorów farb Beckers Designer Collection, z której wybrałam na ściany delikatny, pastelowy beż Mellow, zaś na sufit klasyczny biały Beckers Designer White. Malowanie poszło nam bardzo sprawnie- farba świetnie kryje, jest gęsta i nie chlapie, raz dwa ściany zyskały nowy, świeży kolor. Mąż też wreszcie zabudował wewnętrzną ściankę za drzwiami przesuwnymi, do tej pory była to szpecąca prowizorka. 

Konieczny był również lifting mebli. Miało być szybko i ekonomicznie. Wiecie, że nie jestem zwolenniczką wyrzucania mebli i generowania zbędnych śmieci, dlatego stwierdziłam, że zostaną pomalowane. Użyłam specjalnej farby Beckers Designer Universal, tutaj też padło na jasny odcień Vanilla cream. Z nałożeniem nowego koloru na stare meble uwinęłam się w jedno popołudnie. Poszło tak samo gładko i bezproblemowo jak w przypadku ścian. Farba świetnie pokryła wszystkie elementy, w dodatku nie musiałam ich wcześniej szlifować, ani przygotowywać w żaden sposób oprócz zwykłego przetarcia z ewentualnego kurzu. Po pomalowaniu mebli garderoba stała się dużo jaśniejsza i optycznie większa, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestał mi doskwierać deficyt metrów kwadratowych!





Postanowiłam ukryć również niezbyt estetyczny regał z koszami, który stoi sobie na komodzie i do tego wykorzystałam nieużywane już od dawna zasłony. W ten sposób powstała kotara, doskonale ukrywająca wszystkie bibeloty. Całość dopełniłam kilkoma dodatkami, uchwyty meblowe wykonałam ze skórzanych pasków w brązowym kolorze i w ten sposób garderoba nabrała nowego ładu, nie jest juz moim "pomieszczeniem wstydu" i stała się bardziej kompatybilna z resztą mieszkania.


Lubię takie zmiany bez kilogramów pyłu, tony folii panoszącej się tygodniami pod stopami, bez kartonów, kucia ścian, hałasów elektronarzędzi, za to szybko, przyjemnie i bezproblemowo. Jestem na tak!



- Ściany kolor Mellow z kolekcji Beckers Designer Collection https://beckers.pl/kolor/mellow
- Sufit Beckers Designer White https://beckers.pl/kolor/white-0
- Meble Beckers Designer Universal w odcieniu Vanilla Cream https://beckers.pl/kolor/vanilla-cream

Wpis powstał we współpracy z marką Beckers.

22.6.20

Moja obecna pielęgnacja- marka The Ordinary

Moja obecna pielęgnacja- marka The Ordinary
Na ten wpis wiele z Was czekało mnóstwo czasu.. obiecałam go już dobre kilka miesięcy temu i dałam ciała(!) Ale bijąc się w mą wątłą pierś jestem i naprawiam ten błąd.
Marka The Ordinary od długiego czasu kusiła mnie swoimi produktami- nie przez marketing, ale poprzez dobre, proste i moim zdaniem fajnie skomponowane składy swoich wyrobów i absolutnie konkurencyjne ceny. Według mnie jest to marka, która nie mydli oczu swoim klientom, nie obiecuje gruszek na wierzbie jak często mają to w zwyczaju znane firmy.
Wśród ogromnej gamy kosmetyków pewnie każdy znajdzie coś dla siebie, należy tylko uważnie przyjrzeć się swojej skórze, poznać jej potrzeby oraz zapoznać się z zaleceniami producenta.



The Ordinary Glycolic Acid 7% Toning Solution

Pierwszym kosmetykiem, który wybrałam dla siebie jest tonik złuszczający z 7% kwasem glikolowym, hicior blogosfery czemu w zasadzie się nie dziwię, bo i u mnie ten kosmetyk świetnie się sprawdził. Używam go codziennie wieczorem lub rano i wieczorem, po dokładnym umyciu i osuszeniu skóry twarzy. Delikatnie wklepuję opuszkami palców (nie wylewam go na wacik), wówczas dobrze się wchłania i mniej kosmetyku idzie na straty, o wacikach nie wspomnę.
Tonik bardzo delikatnie złuszcza naskórek, cera jest oczyszczona bez efektu ściągnięcia. Mam wrażenie, że teraz mniej się przetłuszcza, przebarwienia szybciej znikają, nie pojawiają się żadne podrażnienia. Używam tego kosmetyku bezustannie od listopada ubiegłego roku, a w butelce jest jeszcze spory zapas. Oczywiście pamiętam o kremie z filtrem, który trzeba nakładać obowiązkowo.




The Ordinary AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution

Moja skóra niestety uwielbia się zanieczyszczać, także wszelkie zaskórniki, czasem ropne wypryski nie są mi obce, oj nieee. Dlatego też jej porządnie oczyszczanie, a nawet złuszczanie to dla mnie jedna z podstaw pielęgnacji. W tej dziedzinie nie ma sobie równych kwasowy peeling The Ordinary AHA 30% + BHA 2%. Kosmetyk ma płynną formułę o intensywnie czerwonej, wręcz krwistej barwie, co jak mniemam pozwala na jego dokładniejsze nałożenie na skórę i ominięcie niektórych stref- po prostu widzimy ile, gdzie i jak nakładamy, przy przezroczystej barwie trudniej to kontrolować. Kosmetyk ten stosuję od kilku miesięcy 1-2 razy w tygodniu, nakładam go na czystą i suchą skórę, trzymam przez maksymalnie 10 minut. Nie czuję żadnego mrowienia, pieczenia czy szczypania. Po tym czasie zmywam go dokładnie wodą. Skóra jest gładziutka, nie jest przesuszona ani ściągnięta, a co najważniejsze zaskórniki otwarte stają się zdecydowanie mniej widoczne. Cera faktycznie powolutku się oczyszcza. Nic się nie łuszczy, nie schodzi płatami. Na spektakularny efekt już po jednym użyciu bym nie liczyła- sama hodowałam moje wągry przez całe lata, także teraz muszę trochę z nimi powalczyć, ale jestem na dobrej drodze.




The Ordinary Niacinamide 10% + Zinc 1%

Kolejnym kosmetykiem specjalnym jest serum z cynkiem i wit. B3, czyli The Ordinary Niacinamide 10% + Zinc 1%. Ten produkt ma za zadanie zmniejszyć widoczność porów, zapobiegać przebarwieniom, regulować pracę gruczołów łojowych i regenerować naskórek. Używam go codziennie rano i wieczorem (wyłączając dni, gdy nakładam mocniejszy kwas- ten krwawy). Serum to taki półpłynny, przezroczysty glutek, który szybko się wchłania, ale pozostawia na chwilę tłustawą warstwę, także zawsze odczekuję jakieś 30 min i dopiero potem nakładam krem i makijaż.
Serum to bardzo fajnie przyspiesza u mnie gojenie wyprysków jeśli takie się pojawią, zmniejsza też troszeczkę przebarwienia- to pewnie też wynik działania combo poprzedników. Jeśli chodzi o widoczność rozszerzonych porów to w tym aspekcie szału nie ma- jak były widoczne, tak są. Kosmetyk ten zużywa mi się najszybciej z pozostałych tej marki, nie żałuję go przy nakładaniu i to się opłaca, bo niedoskonałości jest coraz mniej, a jak już się pojawią to w miarę szybko znikają.




The Ordinary Resveratrol 3% + Ferulic Acid 3%

Ostatnim produktem z mojej gromadki The Ordinary jest serum Resveratrol 3% + Ferulic Acid 3%, który nadaje się do każdego typu cery, a jego główne zadania to działanie przeciwzmarszczkowe, antyoksydacyjne i regeneracyjne. Jest to beztłuszczowy kosmetyk, nie powoduje podrażnienia, a wręcz działa uspokajająco na naczynka. Resweratrol to podobno fantastyczny przeciwutleniacz, spowalniający procesy starzenia się skóry, a stężenie o wartości 3% jest wbrew pozorom dość wysokie! Skład tego serum wygląda naprawdę obiecująco. Stosuję go jednak dość nieregularnie i wyłącznie na noc, więc ciężko doszukiwać się u mnie większych efektów. Producent zaleca używanie tego kosmetyku razem z produktami zawierającymi w składzie wit C, którą osobiście uwielbiam! Muszę koniecznie spróbować tego duetu- wtedy pewnie działanie będzie bardziej spektakularne.



W planach mam jeszcze spróbowanie przynajmniej kilku propozycji z rodzinki The Ordinary, jednak ich jedynym, ale za to sporym minusem jest dostępność, a raczej jej brak! Mamy na naszym rynku kilka sklepów internetowych, oferujących produkty tej marki, jednak bardzo ciężko je dostać i dosłownie trzeba polować! Nawet zapisanie się na listę powiadomień w moim przypadku nic nie daje, bo kosmetyki rozchodzą się jak świeże bułeczki.
Generalnie marka ta bardzo mnie do siebie przekonała- mają proste, dobrze zbilansowane składy, przyjazne ceny, minimalistyczne opakowania i w przypadku odpowiedniego dostosowania kosmetyku do potrzeb skóry powinny się wyśmienicie sprawdzić.






21.5.20

Stawiam na dobry sprzęt, czyli kilka słów o iRobot Roomba

Stawiam na dobry sprzęt, czyli kilka słów o iRobot Roomba
Kilka lat temu, będąc zabieganą kobietą, która wstaje o 5 rano, by pognać do pracy, a po powrocie z różnymi skutkami próbuje ogarnąć mieszkanie, ugotować obiad w kilka minut i jeszcze mieć troszkę czasu na działalność w internetach- stwierdziłam, że postanowię ułatwiać sobie życie! A co! Od czasu do czasu mam takie dziwne napady dobroci dla samej siebie. Wówczas miałam dwa obiekty marzeń, do których wzdychałam dzień i nawet w nocy potrafiły mi się przyśnić. Zmywarka i odkurzacz samojezdny... Taaaak, właśnie takie są te moje kobiece marzenia! Wówczas oba z nich udało się spełnić i dziś napiszę parę słów o sprzęcie do odkurzania, na który się zdecydowałam.


Nie przepadam za sprzątaniem, ale jak jest mus to nie ma zmiłuj- biorę cztery litery nieskalane siłownią i działam! Odkurzanie nie należało do tych najbardziej znienawidzonych czynności domowych, ale jednak zabierało sporo czasu, a czas to dla mnie mega wartościowa sprawa!
Pewnego pięknego dnia, wiosną 2016 roku pojechałam do sklepu z elektroniką i wróciłam z odkurzaczem. Zdecydowałam się na jeden z wówczas najbardziej podstawowych modeli iRobot Roomba 616. Sprzęt ten więc jeździ u mnie praktycznie codziennie od 4 lat.



Nie posiadam zdjęć z czasów nowości tego gagatka, obecnie staruszek jest już mocno sfatygowany wizualnie, ale to zupełnie nie przeszkadza w tym, aby efektywnie sprzątał. Jak widać odkurzacz jest często eksploatowany na poddaszu, a liczne rysy na obudowie świadczą, że próbuje się dostać w każdy zakamarek.
Odkurzacz ma niezłą moc ssącą i dobrze radzi sobie z sierścią kota, kurzem, rozsypanym żwirkiem z kuwety, różnymi innymi paprochami i okruchami w kuchni.
Raczej bezproblemowo mieści się pod meblami i nie muszę ich specjalnie odsuwać żeby odkurzyć pod łóżkiem czy kanapą. Moja wersja iRobot Roomba potrafi sprzątać na okrągło przez 60 minut, potem poszukuje stacji dokującej aby się podładować.
Odkurzacz posiada system rozpoznawania krawędzi, dzięki czemu nie ma opcji żeby spadł ze schodów podczas ich odkurzania. Niestety już system antykolizyjny nie działa tak dobrze i mój robot często obija się o meble, czy zaplątuje w kable.



W trakcie tylu lat użytkowania zauważyłam też kilka innych wad- jest dość głośny i wiem, że nowsze modele odkurzają nieco ciszej. Poza tym nie posiada filtra HEPA, a jedynie AeroVac i nie ma opcji połączenia ze smartfonem oraz mapowania powierzchni oraz ustawiania wirtualnej ściany. Nowsze modele oferują już te funkcje. Kolejną sprawą jest odkurzanie dywanów- mam obecnie tylko jeden i jest on płasko tkany, więc Roomba dobrze sobie radzi z jego odkurzaniem, natomiast wcześniej posiadałam dywan z długim włosiem i niestety w jego przypadku ten model zupełnie nie zdał egzaminu.



Pomimo powyższych niedogodności jest zakochana w tym sprzęcie i nie żałuję ani złotówki, jaką na niego wydałam. Odkurzacz spisuje się na codzień rewelacyjnie i świadczy o tym, ilość zebranego kurzu i sierści po każdym sprzątaniu. Pozwólcie, że nie pokażę tutaj mojego zbiornika na kurz po takiej codziennej przejażdżce, bo to widok mrożący krew w żyłach!
Marzy mi się już wymiana na nieco nowszy model, ale póki obecny sprzęt działa całkiem dobrze to zostaję przy nim.



10.4.20

Fajne święta w dziwnych czasach, czyli o tym czy wielkanoc się odbędzie...

Fajne święta w dziwnych czasach, czyli o tym czy wielkanoc się odbędzie...
Wielkanoc lada moment... Tworzę tego posta w Wielki Piątek. Sama nie wiem kiedy ten czas zleciał. W tym roku oprócz upływającego czasu mamy do czynienia z ekstremalnie nietypową sytuacją. Dziwna rzeczywistość, pełna obaw, niepokoju, strachu o zdrowie swoje i bliskich.. Ale Wielkanoc nadeszła, nie da się przełożyć Świąt, albo udawać, że ich nie ma. Słońce świeci, ptaszki śpiewają, natura budzi się do życia, idą Święta! A BĘDĄ TAKIE, JAKIE SAMI SOBIE STWORZYMY! Dlatego przykładam się do tych przygotowań najlepiej jak potrafię. Ze święconką nie pójdę, ani na rezurekcję, nie zobaczę się z częścią rodziny, ale stworzę namiastkę normalności. Chciałabym aby Święta były mimo wszystko radosne, pełne ciepła i nadziei na lepsze jutro.






Dekoracje- jak co roku naturalne, bo takie najbardziej lubię. O losie, w tym roku to okazał się trend z konieczności!
W ruch poszły kwitnące gałązki drzew, które wprowadzają wiosenny nastrój, jest bukszpan, oczywiście nie zabrakło też jajek- takich nakrapianych i zdobionych jutowym sznurkiem i koronką. Oto moja propozycja wielkanocnego stołu- rzecz jasna bez potraw jeszcze! Ale obiecuję, że na tym stole pojawi się wielkanocne śniadanie z żurkiem, kiełbasą i jajcami, a potem dumnie wjadą cytrynowe babeczki w towarzystwie pysznego sernika!




To będą trochę dziwne Święta, ale nie wyobrażam sobie żeby ich nie było... Może nie ma w nich tyle uroku, co w Bożym Narodzeniu, ale jednak z katolickiego punktu widzenia powinny być tymi najważniejszymi. Mam wrażenie, że w tym roku ich symbolika dotyka nas szczególnie mocno, dając nadzieję na nowe, lepsze życie...




Życzę Wam spokojnych, zdrowych, pełnych ciepła i nadziei Świąt Wielkanocnych! Spędźmy je najlepiej, najpiękniej jak potrafimy, łączmy się wirtualnie z bliskimi osobami i nie narażajmy ich, ani siebie na zachorowanie. Bądźmy odpowiedzialni i z miłości do innych zostańmy w domach.




Copyright © 2016 Nasze Poddasze , Blogger