9.5.22

Stawiam na dobry sprzęt - oczyszczacz powietrza Roger 2 marki Stadler Form

Stawiam na dobry sprzęt - oczyszczacz powietrza Roger 2 marki Stadler Form

Witaj wiosno, witaj piękna pogodo! Niektórzy z nas mówią też "witaj alergio..". Ten piękny i bujny w przyrodzie czas niestety bywa mocno uciążliwy dla alergików. Najgorzej jeśli nawet w domowym zaciszu nie ma możliwości wytchnienia od uciążliwych objawów. Zimą męczy nas zanieczyszczone od smogu powietrze, a w ciepłe miesiące pyłki nie dają żyć... Świetnym rozwiązaniem na poprawę jakości powierza w domu jest jego oczyszczacz. Dziś chciałabym przedstawić taki sprzęt, czyli oczyszczacz powietrza Roger 2 szwajcarskiej marki Stadler Form.


Oczyszczacz prezentuje się bardzo zgrabnie i elegancko, jego gabaryty nie przytłoczą nawet niewielkiego pomieszczenia. Jest też lekki, wobec czego łatwo daje się przenosić. Zapewni on czyste powietrze w pomieszczeniu o powierzchni do 66 m2 (wymienia wówczas powietrze 3 razy na godzinę).
Roger 2 posiada dwa czujniki, dzięki którym stale monitoruje jakość powietrza i natychmiastowo wykrywa obecność drobnego pyłu, lotnych związków organicznych, pyłków, wirusów i bakterii. 
Nieprzyjemny zapach w domu? Roger 2 poradzi sobie również z tym problemem. Oczyszczacz sygnalizuje pogorszenie jakości powietrza poprzez zmianę koloru na wyświetlaczu (z niebieskiego oznaczającego dobrą jakość powietrza, poprzez pomarańczowy aż do koloru czerwonego, który wskazuje na złą jakość powietrza).



FILTRY

Oczyszczacz posiada filtr wstępny- jest to tekstylny, zmywalny filtr, który łatwo daje się czyścić (można go prać w delikatnym cyklu na zimno). Ma on za zadanie wyłapywanie większych cząsteczek zanieczyszczeń oraz kurzu. 
Sercem oczyszczacza jest Dual Filtr, czyli połączenie filtra HEPA H12 z filtrem węglowym. Filtr HEPA dzięki swojej wydajności usuwa z powietrza pyłki, alergeny, drobny pył, wirusy i bakterie, zaś filtr węglowy adsorbuje gazy i nieprzyjemne zapachy. 
Timer filtra wskazuje na konieczność jego wymiany.


STEROWANIE

Urządzenie posiada dotykowy panel sterowania. Obsługuje się bardzo łatwo i intuicyjnie. Dodatkowo po zainstalowaniu aplikacji Smart Life- Smart Living praca oczyszczacza i kontrola jakości powietrza są możliwe z poziomu telefonu. Z dodatkowych funkcji oczyszczacz posiada timer, który może być przydatny podczas jego użytkowania nocą. A skoro o nocy to warto wspomnieć również o nocnym trybie, który powoduje, że urządzenie pracuje niemal bezgłośnie, a ikony na wyświetlaczu gasną i nie przeszkadzają w spokojnym odpoczynku.

MOJA OPINIA

Oczyszczacz Roger 2 testuję na poddaszu od kilku tygodni, wobec czego udało mi się wypróbować go w różnych warunkach i okolicznościach. Na pochwałę zasługuje jego design- prosty, zgrabny i minimalistyczny. Nie mam problemu z jego przenoszeniem z sypialni do salonu (bo tam użytkuję oczyszczacz). Najczęściej korzystam z trybu automatycznego, który sam dostosowuje wydajność oczyszczania. W  trybie nocnym Roger 2 pracuje bardzo cichutko, na pierwszym biegu również, zaś pozostałe dwa tryby pracy słychać już mocniej. 

Oczyszczacz bardzo dobrze radzi sobie z eliminowaniem nieprzyjemnych zapachów, a po dłuższym użytkowaniu na filtrze wstępnym widać kurz i zebrane zanieczyszczenia, które łatwo można usunąć. Jeśli chodzi o filtrowanie bakterii, wirusów czy cząstek stałych to ufam wynikom przeprowadzonych badań laboratoryjnych (można o nich więcej przeczytać TU). Funkcja łączenia i sterowania poprzez aplikację w telefonie również działa bez zarzutu i pozwala na kontrolę jakości powietrza w czasie rzeczywistym. Uważam, że oczyszczacz powietrza Roger 2 świetnie się spisuje i spełnia swoje zadania wzorowo. Zdecydowanie mogę polecić ten sprzęt każdemu, komu zależy na zdrowym powietrzu w swoim domowym otoczeniu. Takie oczyszczone powietrze powoduje znacznie lepsze samopoczucie, niweluje objawy alergii i zwiększa odporność. Zdecydowanie warto zainteresować się tym tematem, wypróbować oczyszczacz powietrza w swoim otoczeniu i oddychać zdrowszym powietrzem. 


* Artykuł powstał we współpracy z marką Stadler Form: https://www.stadler-form.pl

25.4.22

Stare po nowemu, czyli przeróbka mebli łazienkowych

Stare po nowemu, czyli przeróbka mebli łazienkowych
Łazienka na poddaszu jest malutka, skosy też mocno ograniczają jej ergonomicznie urządzenie, więc trzeba się było nakombinować podczas jej tworzenia. Łatwiej byłoby gdyby wówczas udało nam się zrobić lukarnę i w ten sposób nieco ją powiększyć. Z różnych względów niestety ta opcja została porzucona i trzeba było działać z tym, co mamy.
Tylko jedna ściana nadawała się do tego, aby postawić przy niej umywalkę oraz meble. Kiedy wypatrzyłam w Castoramie meble łazienkowe wymiarami idealnie pasujące do tej właśnie ściany to wiedziałam, że muszę je kupić. Komplet składał się z szafki z umywalką oraz szafki wiszącej typu słupek.  Wówczas miałam fazę na surowy, industrialny styl, więc biała okleina z połyskiem fajnie się wpasowała w "betonowy" charakter całej reszty. Meble pomalutku będą dobijać do 10 lat, ale być może jeszcze są w ofercie Casto. Po kilku latach przyszła zmiana, wolałam cieplejsze kolory, bardziej przytulne i swojskie wnętrza. Meble te więc tymczasowo stały się "drewniane" poprzez ich oklejenie. Tymczasowość wreszcie niedawno minęła i mebelki znów przeszły metamorfozę! Swoją drogą industrialny beton też już zniknął z łazienki ;)


Zacznę od tego, że korpusy zostały oryginalne i po prostu do bocznych ścianek została przyklejona drewniana sklejka, tak aby pasowała do całej reszty. Z frontami nie było tak łatwo. Trzeba je było zrobić od początku. Najpierw kupiliśmy kantówki 60x20 mm, także dostaniecie je w Castoramie. Z listewek tych trzeba było zrobić ramki frontów. Mąż wszystko przyciął ukośnicą na odpowiednie odcinki i skręcił za pomocą wkrętów do drewna. Tutaj przydatne się okazały ściski szybkozaciskowe (w miarę tanio kupicie je np. w Action). Najważniejsze podczas tej pracy było trzymanie się odpowiednich wymiarów tak, aby nowe fronty pasowały do starych korpusów.



Po tej żmudne pracy nastąpiło wycinanie otworów na zawiasy, co okazało się dość problematyczne i czasochłonne. Otwornica nie chciała współpracować. Ostatecznie udało się nawiercić otwory i zamontować zawiasy z poprzednich frontów. Wymiary zgadzają się idealnie, co pozwoliło na bezproblemowy montaż nowych drzwiczek do starego korpusu. 
Podobnie było z szufladami. Należało zamontować poprzednie prowadnice tak aby wszystko grało i domyk działał jak należy. Było z tym trochę zabawy, ale mąż dał radę pomimo, że ze stolarstwem nie ma nic wspólnego.


Na końcu nastąpiło bejcowanie oczywiście w moim ulubionym kolorze dębu rustykalnego oraz montaż plecionki wiedeńskiej. To na szczęście okazało się niezwykle proste. Plecionkę najpierw należy zamoczyć w zimnej wodzie (u mnie ok 30 min). Potem staje się bardziej miękka i elastyczna, dlatego łatwiej z nią pracować. Plecionkę odmierzyliśmy i przycięliśmy na odpowiednie wymiary, a potem została przymocowana takerem do drewnianych ramek frontów drzwiczek i szuflad. Na końcu pomalowałam drewno bezbarwnym matowym lakierem, aby mocniej je zabezpieczyć przed ewentualnym zawilgoceniem.

W ten sposób tanim kosztem, w duchu zero waste powstały całkowicie odmienione meble łazienkowe. Lubię takie zmiany.


W poście tym znajdują się zdjęcia po metamorfozie z opisem wszystkich przeróbek. Stan rzeczy sprzed zmian możecie znaleźć na moim Instagramie: https://www.instagram.com/nasze.poddasze/?hl=pl

3.2.22

Ziołowy Zakątek, czyli o metamorfozie kuchennej ściany

Ziołowy Zakątek, czyli o metamorfozie kuchennej ściany

Z początkiem nowego roku ruszyliśmy z naszego remontowego kopyta i jak już mogliście zauważyć na moim Instagramie w poddaszowej kuchni powstał uroczo i dość poetycko przeze mnie nazwany "Ziołowym Zakątkiem". Tutaj spieszę z małym wyjaśnieniem dla osób, które nie do końca zrozumiały o co chodzi z ziołami i miały rozmaite skojarzenia! Kochani, owe zielsko dotyczy tapety- tak mi się skojarzył ten nadruk i dlatego już w sklepie stwierdziłam, że muszę ją kupić i koniecznie powstanie ten właśnie "Ziołowy Zakątek". Tajemnica nazwy została niniejszym rozwiana.

Ściana z belką w kuchni nie spędzała mi snu z powiek. Prawda jest taka, że mieliśmy dużo pilniejsze prace do wykonania, ale po zakupie tapety i boazerii oboje nie mogliśmy się doczekać efektu końcowego i prace rozpoczęły się z początkiem roku. Całość zajęła nam dwa popołudnia.

Zdecydowaliśmy, że rozpoczniemy od położenia boazerii, a dopiero póżniej tapety i to było naszym zdaniem dobre posunięcie. Boazeria pochodzi z Castoramy, to drewno iglaste, także surowiec naturalny, który można zabejcować, pomalować farbą bądź też zostawić w stanie surowym. Nasze listwy miały długość 3 m, więc trzeba było je przyciąć na pożądaną wysokość boazerii. Do tego celu świetnie się nam sprawdziła pilarka ukosowa. Aby boazeria nie odstawała za bardzo od ściany postawiliśmy na montaż za pomocą kleju (na rynku dostępnych jest mnóstwo uniwersalnych klejów montażowych i budowlanych). Kleiliśmy listewka po listewce, a na koniec zwieńczyliśmy boazerię listwą wykończeniową. W przypadku listwy nie znalazłam jednak drewnianej- takiej, która spełniłaby moje oczekiwania, więc kupiłam listwę wykonaną z MDF (również zaopatrzyłam się w nią w Castoramie).

Po wyschnięciu kleju można się było zabrać za malowanie. Surowa wersja nie bardzo mi pasowała, a po głowie chodziła opcja bejcowania na ciemny kolor, malowania na przygaszoną zieleń albo na biało. Widać która opcja wygrała. Stwierdziłam, że mam już w kuchni sporą ilość ciemnego drewna i dodatkowa połać tego materiału mogłaby przytłoczyć to małe pomieszczenie (poza tym chciałabym wymienić też podłogę i raczej tutaj skuszę się na coś cieplejszego i ciemniejszego, także co za dużo to niezdrowo).  Zielona opcja okazała się póki co zbyt odważna, a biały i bezpieczny kolor zawsze będę mogła w przyszłości zamalować.



Następnie przyszła kolej na tapetę. Wybrałam dość popularny wzór roślinny tapety na flizelinie, którą kupiłam w Leroy Merlin. Jak już wcześniej pisałam nadruk ten skojarzył mi się z ziołami albo zieloną, letnią łąką, więc do mojej wiejskiej kuchni pasuje idealnie. Być może dolne fronty kiedyś przemaluję na szałwiową zieleń... będzie jeszcze bardziej pasować! 

Samo klejenie przebiegało sprawnie i dość szybko, dzięki temu, że nie trzeba było nakładać kleju na tapetę. Wystarczyło posmarowanie klejem ściany. Wzór jest duży i nieskomplikowany, więc pasowanie szło gładko i bezproblemowo. Najwięcej zabawy mieliśmy z docinaniem przy belce i z równiutkim odcięciem przy skosie, ale taki już urok naszego poddasza :)

Potem jeszcze na ścianę wrócił kwietnik z moim ukochanym epipremnum oraz dwie półki, na których trzymam kubki i różne bibeloty (to bambusowe półki na zdjęcia z Ikea, które przyciemniłam nieco ciemniejszym lakierem do drewna). Na końcu na swoje miejsce trafiły listwy przypodłogowe. 

Tak powstał mój "Ziołowy Zakątek", który nadał kuchni większej sielskości i przytulności. Oboje stwierdziliśmy zgodnie, że ta metamorfoza była bardzo dobrym pomysłem. Koszt był stosunkowo niewielki: 1 rolka tapety, kilka drewnianych listew boazeryjnych, listwa wykończeniowa i klej montażowy, a resztę mieliśmy na stanie. Radość z metamorfozy zaś bezcenna.




Copyright © 2016 Nasze Poddasze , Blogger